Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Nie bójmy się świekr

Profesor Jerzy Bralczyk, najpopularniejszy językoznawca w Polsce, którego książki są znane i lubiane, tym razem w „1000 słów” zaproponował czytelnikom podróż w głąb słowa, choć lepiej byłoby powiedzieć – w głąb… siebie. Tak, tak, to słowa, których używamy, świadczą o nas i o naszym bogactwie wewnętrznym, a nie li tylko leksykalnym. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie – poznasz mądrego po idiolekcie jego. A tysiąc słów, to już całkiem dobry początek, by ich używać rozsądnie.

Zawsze wierzyłam, że słowo ma moc sprawczą i ociera się tym samym o jakąś magię, w sobie tylko wiadomy, przewrotny sposób. I kiedy zobaczyłam gwiazdkę (*) w tytule na pierwszej stronie, a potem doczytałam wyjaśnienie, wszystko ułożyło się w całość. Otóż, słów w książce jest o jedno więcej! 1001! Baśniowe konotacje są oczywiste, a więc zabierzmy się z prof. Bralczykiem w magiczną podróż do krainy znanej i nieznanej, słów swojskich i niepokojących, a zwłaszcza tych, które obiecują i stwarzają świat. I niech zaklęciem otwierającym kolejną stronę będzie: „Signifié!”.

Nie będę ukrywać, zachwycił mnie rozdział o słowach obiecujących – wszystkie niosą tak pozytywne znaczenia, że aż chce się żyć, polecam zwłaszcza czytelnikom na skraju wyczerpania nerwowego lub ocierającym się już o jesienną depresję. Jest w nim także o bajce i czarach, mózgu i miłości. Życzliwie pisze pan profesor o życiu, prawdzie i pięknie… zabrakło mi tylko dobra w tej części, a byłaby taka przepiękna triada platońska! Nie można wszak mieć wszystkiego, ale nadzieję znajdziemy na stronie 24.

Niepokojące są słowa… oj, niepokojące. I konfabulować tutaj nie będę (s.77), a skupię się na dwóch z nich, umieszczonych w jednym haśle – świekra, teściowa. Zgadzam się z profesorem, że „teściowa wygrała, bo świekry już nie ma”. Ktoś jeszcze używa tego określenia na matkę żony? Albo świekier na ojca? Sięga Bralczyk aż do prasłowiańskich rodowodów nazw, a nawet praindoeuropejskich rdzeni. Warto wiedzieć, skąd wzięła się niewiastka albo zięć. I niech nas już nie niepokoi, że niektórych słów nie ma i nie będzie, nie żałujmy ich wyparcia przez cieplejsze w brzmieniu i lepiej znane. Nie bójmy się już starych świekr, mamy swojskie teściowe!

Za to bójmy się rozdziału o słowach, które są podrzutkami. Przeraziłam się, a niejedno w życiu widziałam, lecz kiedy spojrzałam na listę alfabetyczną, to… ujrzałam czirliderkę z macho, którzy serfowali online, mając przy tym pałera. Ona była w legginsach, a on klikał bez przerwy i zmieniał interfejsy. Podjadali caciki i lajkowali, co mogli, choć w trakcie też pisali esemesy. W zasadzie to oboje byli uniseksami, uprawiającymi surwiwal. On na nią lukał bez przerwy, ona zajęta była deletowaniem. Kopyrajter w dredach z wizażystką w tipsach. Dosyć. Też się boicie?

Brakowało mi takiej książki. Przede wszystkim dlatego, że jeszcze nie znam wszystkich słów. A chciałabym. A po drugie, że jest napisana błyskotliwie i rozumnie. I wymaga wysiłku intelektualnego. Każde hasło to minifelieton, który w umyśle rozrasta się do makrokosmosu złożonego z 1001 słów. To właśnie jest… magia!

Mirka Chojnacka

Jerzy Bralczyk, 1000 słów, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>