Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Nie kłam z miłości

oszpicynPowieść Krzysztofa Zajasa obudziła we mnie od lat skrywane emocje. Zwłaszcza te, o których nie wiedziałam, że jeszcze istnieją, głęboko wypierane do podświadomości i te, których nawet nie przeczuwałam. „Oszpicyn” wywrócił mnie na drugą stronę, wyprał i nie pozwolił wyschnąć. A wszystko w dwa wieczory, pełne napięcia, porywającej historii i doskonałej warsztatowo prozy.
Początkujący dziennikarz przyjeżdża do miasta obciążonego tragiczną przeszłością i od początku wiadomo, że jego zadanie nie będzie należało do najłatwiejszych. Nie w mieście, którego nazwy nie można wymówić normalnie. Nie w mieście, gdzie trauma żydowskich dzieci przeplata się z teraźniejszością, po ulicach grasują szczury, poszukiwacze skarbu gotowi są na wszystko, a śmierć kolejny raz zbiera swoje żniwo. Nie w Oszpicynie.
W Oszpicynie (Oświęcimiu) byłam tylko raz. Nie dlatego, że nie miałam okazji, zdarzało ich się aż nadto, ale z powodu wszechogarniającej grozy, której tam doświadczyłam. Poraziła mnie i trzymała w stanie nieomalże katatonicznym bardzo długo, aż do wyparcia. A „Oszpicyn” podziałał jak katalizator – znowu poczułam zapach śmierci, fizyczny ból krztuszących się i łzawiących w komorach, usłyszałam krzyk mordowanych… i zobaczyłam złoto, odlewane na miejscu z wyrwanych zwłokom zębów. Około 12 kilogramów dziennie. Nie, nie ma mowy, żebym tam jeszcze wróciła. A główny bohater, Wojciech Jaromin, wraca i to dwukrotnie. Nic dziwnego, że te powroty miały wpływ na jego psychikę…

Nowa powieść Krzysztofa Zajasa jest wielowarstwowa. Zaczyna się jak sensacja, przechodzi przez horror do głęboko zakopanej historii (dosłownie i w przenośni), portretuje psychologicznie, by wreszcie obnażyć i piątą warstwę – kulturową. Tak, ta książka jest również o Polsce, Żydach i Polakach, i autorowi świetnie się udaje, bez przesady i patosu, delikatnie snuć opowieść o stereotypach oraz uprzedzeniach, które nie straciły terminu ważności. I tak, jak bohater, Zajas spogląda na Oszpicyn z różnych perspektyw.

Najbardziej przypadła mi do gustu, nie tylko ze względu na cudowne, takie moje, poczucie humoru, kreacja Jaromina, który wciąga czytelnika w swoją pierwszoosobową narrację, głównie realizmem, czasem brutalnym, przechodzącym miejscami jednak w oniryczne, żeby nie powiedzieć – psychodeliczne wizje. I jak na złość podkreśla, co jakiś czas, że to nie są jego urojenia… sprzeczność w konstrukcji bohatera jest i owszem, jak choćby ta, że aż nazbyt się gorączkuje i ironizuje w dialogowych partiach, a w toku narracji ujawnia filozoficzne podejście do świata i życia. Ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności? I nie ma w sobie czegoś z filozofa? Czasem myślę, za bohaterem, że wygodnie jest w przebraniu wariata, nie trzeba odpowiadać na niektóre pytania… I nie konfabuluję tego w samiczej ekstazie (sic!). Mądre są sentencje bohatera, takie porażające paradoksalnością. Bo miejsce akcji tak właśnie poraża.

„Oszpicyn” – horror, kryminał, sensacja historyczna, książka do czytania, jak podkreśla autor. Przede wszystkim książka, od której nie można się oderwać. Myślę jednak, że lepiej rozłożyć to czytanie na dwa lub trzy wieczory, mimo doskonale budowanego napięcia, gdyż warto poddać się refleksji, która niechybnie czytelnika dopadnie. O tym, że każdy cierpi i potrafi w tym cierpieniu kłamać. A milczenie o najważniejszym to jedno z najlepszych kłamstw. Nie wyprostujemy ścieżek cudzego losu, więc nie kłammy z miłości, gdyż „Płacz okłamanej miłości budzi smoka”. I „Nie pijcie wieczorem brandy z kawą” – przeczytajcie „Oszpicyn”!

Mirka Chojnacka

Krzysztof Zajas, Oszpicyn, Wydawnictwo Marginesy, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>