12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Nie staram się pisać pod odbiorcę” – rozmowa z Pawłem Jakubowskim

JakubowskiMieszka w Szczecinie i pisze książki, których bohaterów wykreowali gracze, nie on. Tak było w przypadku „Najemników”.  Zdarzyło mu się też napisać książkę i na jej podstawie zrealizować spektakl /”Kopuła”/. Skąd czerpie pomysły i nad czym teraz pracuje, o to pytała Pawła Jakubowskiego, podczas Pałacowego Uniwersytetu Fantastycznego /PUF!/, który odbył się 1 kwietnia w Pałacu Młodzieży – PUFesor Mirosława Chojnacka.

Mirka Chojnacka: W wydanym w 2010 roku utworze „Ty” pojawia się bohaterka – femme fatale – Karolina, czy jest postacią z Twojego życia?
Paweł Jakubowski: Postać femme fatale jest figurą zapożyczoną z literatury Witkacego, natomiast znaczące jest imię tej bohaterki. Rzeczywiście w liceum miałem koleżankę Karolinę, którą podrywałem ja i dwóch moich kolegów. Po kolei wszyscy trzej dostaliśmy kosza, więc to imię stało się dla mnie bardzo znaczące i moja bohaterka nie mogła nazywać się inaczej.
M.Ch.: Jeden z bohaterów „Ty” traci napisany przez siebie utwór, czy to sytuacja znana z autopsji?
P.J.: Oskard Wilde powiedział, że „to nie sztuka kopiuje życie, to życie kopiuje sztukę.” I tak było w tym przypadku – rzeczywiście przez awarię dysku straciłem tekst „Ducha Miasta”, ale stało się to wiele lat po napisaniu „Ty” i utracie tekstu przez bohatera tej książki.
M.Ch.: Do jakiej grupy docelowej chciałbyś trafiać? Niektóre fragmenty „Ty” czy „Najemników” są raczej tylko dla dorosłych.
P.J.: Hmm… szczerze mówiąc nie zastanawiam się nad tym, kiedy piszę. Nie staram się pisać pod odbiorcę. Kolejność jest raczej odwrotna – najpierw piszę, a potem próbuję zainteresować czytelnika już gotowym tekstem, zaciekawić go pomysłem, który wpadł mi do głowy. Natomiast jeżdżąc po konwentach i targach, gdzie sam sprzedaję swoje książki, rzeczywiście pomaga mi to, że długo pracowałem w handlu. Czasami kilka zdań zamienionych z potencjalnym czytelnikiem potrafi powiedzieć, czy dana pozycja mu się spodoba, czy nie. Wiek osób, z którymi rozmawiam, odgrywa znaczną rolę, ale czasami bywa też mylący. Pamiętam sytuację, kiedy Najemnikami zainteresowała się dziewczynka, która mogła mieć jedenaście lat. Co więcej – wertując strony, trafiła na fragment, w którym Czerwony Diabeł w niewybrednych słowach ruga rekrutów. I o dziwo postanowiła kupić książkę. Co więcej towarzyszyła jej mama, która wyraziła zgodę na zakup. Z rozmowy dało się wywnioskować, że obie były bardzo oczytane, może więc miały bardziej otwarte głowy, niż przeciętny człowiek. Tak czy inaczej, skoro mama zgodziła się, żeby jej córka zakupiła „Najemników”, to chyba mogę mieć spokojne sumienie.
M.Ch.: „Najemnicy” powstali na podstawie gry – jak to się zaczęło, dlaczego postanowiłeś napisać powieść?
P.J.: W RPG gram od wielu, wielu lat, przy czym należy zaznaczyć, że chodzi nie o gry komputerowe, a o papierowe RPG, w którym spotykam się z współgraczami „w realu”. Historia znana moim czytelnikom z „Najemników” była najpierw grą RPG, którą w sumie rozegrałem trzy razy. Cała fabuła ewoluowała, rozrastała się i w końcu uznałem, że to dobry materiał na książkę.

M.Ch.: Które z postaci były rzeczywistymi graczami? Co ująłeś lub dodałeś, kreując tych bohaterów?
P.J.: Postacie wykreowane przez graczy to przede wszystkim trójka głównych bohaterów – Dhoon, Jova, Erl. Ich charakter, decyzje, które podjęli, to pomysły graczy, nie moje. Starałem się je wiernie przenieść na karty książki. Poza tym, jeszcze jeden kolega zagrał łącznie trzy postacie – Suena, który dochodzi w drugiej części, Sziaksę – zamaskowanego ochroniarza czarodzieja i Izzaira, który odłącza się od bohaterów w pierwszej części.
M.Ch.: Bardzo podobał mi się w „Najemnikach” klimat proroczych snów, skąd pomysł na taki motyw?
P.J.: Pomysł pojawił się jeszcze na etapie gry RPG. Sny, które częściowo sprawdzają się w rzeczywistości, a także dotykają słabości bohaterów, to element, który bardzo pomógł zbudować atmosferę i sprawić, aby gracze rzeczywiście poczuli grozę. Sny były też jednym ze środków oddziaływania miasta Navarro, w którym rozgrywa się fabuła drugiej części. Miasto miało swoją osobowość i usiłowało złamać poszukiwaczy przygód, którzy je odwiedzili – zsyłanie snów na śmiałków, było jednym ze sposobów, aby to osiągnąć.
M.Ch.: Jak bardzo rzeczywista gra przełożyła się na powieść?
P.J.: Jak wspomniałem, trójkę głównych bohaterów wykreowali gracze, nie ja. Pomysły graczy, którzy sterowali swoimi postaciami nie raz wprowadzały zwroty akcji, których nie przewidziałem – to jak najbardziej znalazło odzwierciedlenie w książce.
M.Ch.: Najemnicy nie kończą się, bo gra się nie skończyła? Na jakiej podstawie stworzyłeś spin-off „Odszczekasz to, psie”?
P.J.: To nie do końca tak. Książka kończy się dokładnie w tym samym momencie, w którym skończyła się gra. Są czytelnicy, którzy mają do mnie pretensje, że zakończyłem książkę nie wyjaśniając wszystkich wątków. Ale historia miała opowiedzieć o pobycie bohaterów we wspomnianym Navarro. Ten wątek się zakończył, a że zostały inne… cóż, mógłbym próbować je opowiedzieć, ale wtedy, jak w życiu, pojawiłyby się nowe wątki, które znowu musiałbym dopowiadać i znów pojawiłoby się pytanie, kiedy powinienem skończyć. To, co chciałem opowiedzieć w „Najemnikach”, zostało opowiedziane.
„Odszczekasz to psie!” rzeczywiście posuwa historię nieco dalej, ale nie gwarantuję, że odpowiedzi na pewne pytania nie niosą za sobą nowych pytań… Ale nie chciałbym za dużo zdradzać. Wspomnę tylko, że nie miałem dość pomysłów na napisanie całego trzeciego tomu Najemników, co nie oznacza, że nie miałem ich wcale – stąd pomysł na opowiadanie spin-off.
M.Ch.: Nazewnictwo w „Najemnikach” jest Twoją kreacją czy zaczerpniętą z gry?
P.J.: Osobiście znam twórców Aphalona – podręcznika opisującego uniwersum, w którym rozgrywa się akcja „Najemników”. Otrzymałem od nich pisemną zgodę na wykorzystanie nazw własnych zawartych w podręczniku do gry. Nazwy bóstw, krajów, imiona historycznych postaci są oryginalnie wzięte z gry. Natomiast imiona bohaterów, pomniejszych miejscowości itd. to już moje pomysły.
M.Ch.: Wiele postaci ma rys szczególny np. Lester (ciągłe gadanie), czyżby inspiracja prawdziwymi ludźmi?
P.J.: W przypadku Lestera potwierdzam, że protoplastą była prawdziwa osoba. Pan, z którym miałem przyjemność mieszkać w jednym pokoju, kiedy wyjechałem za pracą do Anglii. Podobnie jak książkowa postać miał on tendencję do ciągłego mówienia, niezależnie czy chciało się go słuchać, czy też nie. „Traumę”, którą mi zapewnił odreagowałem dopiero pisząc Najemników. Niektórzy zarzucają mi, że ustępy przytaczające ględzenie Lestera są zbyt długie, ale są i tacy, dla których Lester to jedna z ulubionych postaci.
M.Ch.: W „Kopule” odnajdziemy postapokaliptyczną wizję, skąd pomysł do podjęcia takiego tematu?
P.J.: Pierwszą inspiracją był polski film postapokaliptyczny „O-bi o-ba, koniec cywilizacji.” Na podstawie filmu wymyśliłem LARP-a (grę RPG rozgrywającą się w terenie, gdzie gracze przebierają się za odgrywane postacie). Jest pewne podobieństwo do „Najemników” – w „Kopule” również znalazły się zachowania i teksty odgrywających postacie graczy.
M.Ch.: W jakim celu wprowadziłeś w tym utworze aż cztery różne zakończenia?
No właśnie pytanie brzmi, czy rzeczywiście są one aż tak różne… i znowu mam kłopot, żeby za dużo nie zdradzić tym, którzy jeszcze nie czytali książki. Wielość zakończeń miała w moim zamyśle coś uwypuklić. Bohaterowie „Kopuły” mogli się zachować inaczej, niż się zachowali – różne zakończenia miały pokazać, jak bardzo odmienne decyzje mogły zmienić finał.
M.Ch.: Jak się reżyserowało „Kopułę” jako spektakl? Czy jest szansa na ponowne wystawienie?
P.J.: Szansa jest, ale będzie to trudne, ponieważ wykruszyła się dwójka aktorów, których trudno będzie zastąpić i wdrożyć od początku w całe przedstawienie. A reżyserowanie było bardzo fajnym doświadczeniem, powiem nawet, że teatralna wersja Kopuły, to krok w przód względem książki, ponieważ przegadaliśmy z aktorami całą historię i troszeczkę ją zmodyfikowaliśmy. Dla przykładu w spektaklu postacie są mniej groteskowe niż w książce, a bardziej realistyczne. Oczywiście było też sporo wyzwań, choćby które wątki usunąć, żeby historię dało się opowiedzieć na scenie.
M.Ch.: Co przed Tobą? Jakie nowe projekty?
P.K.: Kto śledzi mojego facebookowego fanpage’a ten wie, że aktualnie pracuję nad „Duchem Miasta”. Mam problem, żeby opowiedzieć, co to dokładnie będzie, ponieważ koncepcja cały czas ewoluuje. Opowiem tyle, ile sam na ten moment wiem. Duch Miasta będzie na pograniczu fabuły i albumu. Fabuła to niekoniecznie chronologiczne opowiadania łączące się jednak w całość. Jeśli chodzi o album, to fotografuję szczecińskie murale i co bardziej intrygujące napisy na ścianach – dla przykładu kultowy napis na Trasie Zamkowej „Karola nie ma w domu talerzy bo dom talerzy bo dom talerzy jest zamknięty.” Graffiti będą ilustrowały stany emocjonalne głównego bohatera – tytułowego „Ducha Miasta”.
M.Ch.: Dziękuję za rozmowę.

Z Pawłem Jakubowskim rozmawiała Mirosława Chojnacka

Paweł Jakubowski – urodził się w 1984 r. w Szczytnie, prawie od urodzenia mieszka w Szczecinie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Szczecińskim. Wydał cztery powieści: postmodernistyczne „Ty” (2010), fantasy „Najemnicy” cz. I i II (2013 i 2015) i postapokaliptyczny kryminał „Kopuła” (2013). Na podstawie tej ostatniej zrealizował spektakl, który był wystawiany na deskach szczecińskiego teatru Nie Ma. Poza pisaniem interesuje się grami rpg i powieściami Witkacego. Więcej na stronie internetowej: jakubowski.szczecin.pl

Najemnicy Najemnicy II
Kopuła ty

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>