Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Nieodwracalne

No cóż, nie mogłam odebrać najnowszej powieści znanego i cenionego autora kryminałów inaczej niż osobiście, nie tylko z racji wykonywanego od lat zawodu. Nie będę jednak dokonywać przesadnej wiwisekcji, choć różne miałam odczucia po zakończeniu „Rany” – od zachwytu nad konstrukcją utworu, po niesmak kryminalnego niedosytu. Ale tak to już jest, kiedy człowiek spodziewa się mocnego thrillera, a otrzymuje tekst nazbyt obyczajowy. Ale po kolei…

Świetny pomysł miał Chmielarz z podziałem na rozdziały, które odpowiadają szkolnemu rytmowi dnia – siedem godzin lekcyjnych rozdzielonych króciutkimi objętościowo przerwami, z prologiem („Przed szkołą”) i epilogiem („Po lekcjach”). „Przerwy” dotyczą tylko jednego wątku – bohaterki, która okazuje się pierwszoplanową postacią. Klementyna, matematyczka, podejmująca pierwszą od lat pracę w prywatnej szkole, odegra kluczową rolę w finale.

Za to zupełnie nie wiem, co chciał osiągnąć autor, prezentując taki obraz prywatnej szkoły. Że niby co, pierze się tam brudną forsę? Zwalnia nauczycieli jak leci? A kamery wyłącza po godzinie 16? Że trafiają do niej osoby bez kośćca moralnego? Pewnie są i takie placówki, ale za daleko chyba się w tej ocenie Chmielarz zapędził, zapominając, że u większości czytających (czy oglądających, gdyż powstanie film na podstawie „Rany”) już na zawsze utrwali się taki obraz. A szkoda. Bardzo zła jestem na autora za to, tym bardziej, że nie pokazał ani jednej wyrazistej i zarazem pozytywnej nauczycielskiej postaci, idąc w sumie w stronę karykatury polskiego szkolnictwa prywatnego. Jeśli taki był jego zamiar, to mógł bardziej przerysować – mielibyśmy śliczną groteskę (jak w „Ferdydurke”).

Hmmm, że też na to nie wpadłam wcześniej… a może Chmielarz celowo takie banalne chwyty zastosował? Tylko po co? Żebym nie mogła zidentyfikować się z postaciami? Albo rozczarować finałem? Nie mam pojęcia. Serio. Zupełnie jakby autor chciał bardzo dużo powiedzieć, ale nie mógł się zdecydować, który z podjętych przez niego tematów jest ważniejszy, w związku z tym, ma się z jednej strony wrażenie przesytu, a z drugiej – powierzchowności. Za dużo naraz, a przecież bardzo ważnej kwestii dotknął Chmielarz, tej najmroczniejszej i skrywanej głęboko w zaciszu domowym, która powoduje nieodwracalne zmiany w psychice i zostawia rany..

Nie mogę powiedzieć – rewelacyjnie rozpisał wątek Klementyny, kobiety, która padła ofiarą przemocy w rodzinie. Z początku jej współczujemy, lecz wraz z rozwojem akcji bohaterka, która mogłaby być heroiną powieści, staje się coraz mniej sympatyczna i im więcej o niej wiemy, tym dla nas gorzej. Jedyną chyba, w miarę ujmującą postacią jest Gniewomir, o wiele mówiącym imieniu, aczkolwiek trudno jest się wczuć w bohatera o autystycznej proweniencji. Można mu tylko współczuć, a niestety jest czego. Podobnie dzieje się z Marysią czy Karoliną – typowymi (zbyt typowymi!) nastolatkami, które przeżywają pierwsze zauroczenie, ale też nie mają lekko w domu, zwłaszcza, że ta druga jest córką dyrektorki. A ja, ze smutkiem stwierdzam, że wiem coś o tym z autopsji.

Na tle innych powieści Chmielarza „Rana” wypada… banalnie. Za to jednego nie mogę autorowi odebrać – wstrząsającego opisu z rozdziału „Przed szkołą”, który zapada w pamięć nieodwracalnie, jak zło, które czyni się dziecku, katowanemu za to, że się zsikało do łóżka. I tego, że mimo oklepanych motywów, jednak czyta się tę powieść jednym tchem i nie można się doczekać siódmej lekcji, a po niej dzwonka na przerwę, który wreszcie zakończy horror bohaterów „Rany”. Nigdy więcej koszmarów…

Mirka Chojnacka

Wojciech Chmielarz, Rana, Wydawnictwo Marginesy, 2019

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>