Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

O twórcach, którzy nie czuli pod stopami ziemi

Tę pozycją powinni obowiązkowo przeczytać poloniści. Autor zgrabnie łączy bowiem walory literackie (literatura rosyjska lat stalinowskich) z historią tamtego okresu. To „gawęda” o czworgu artystów – Josipie Mandelsztamie, Michaile Bułhakowie, Marynie Cwietajewej i Sergiuszu Eisensteinie.
Młodzi, utalentowani, otwarci na życie. Każdy z nich wywarł niezaprzeczalne piętno swoją twórczością. Jedni hołubieni przez „kremlowskiego górala” – Gospodarza mieli sposobność osobistych spotkań, inni nigdy nawet z nim nie rozmawiali. Wszystkich połączył wszak… strach przed tyranem. Czasy przyszły takie, że nawet ci najbardziej płodni i utalentowani nie byli pewni jutra. Jeden szept, jedno pomówienie zawistnego i okropnie donosicielskiego środowiska, mogły sprawić, że żałosny komfort życia w cieniu Stalina, nagle zamieniony został na wyrok 10 lat łagru bez prawa korespondencji (wyrok śmierci), kazamaty Łubianki, wykluczenie z szeregu związku twórczego i niepublikowanie książek, co równało się z powolną śmiercią głodową i degradacją życia. A przecież jak mawiał Gospodarz „twórcy to inżynierowie dusz”. To oni filmami, wierszami, prozą, spektaklami teatralnymi i operowymi zagrzewają do realizacji programów partyjnych w nowej, socrealistycznej rzeczywistości.
Tylko, że ci inżynierowie, jak każdy człowiek, musieli gdzieś mieszkać (zdobycie najmniejszego nawet kąta w stalinowskiej Moskwie graniczyło z cudem), musieli coś jeść (po wykluczeniu ze związku tracili bony na żywność), mieć zajęcie nieurągające godności (Cwietajewej dano łaskawie na wygnaniu pracę w stołówce).
Jest wiele możliwości, by upokorzyć, odrzeć z godności, niepokornego twórcę. Chociaż na początku zmian bolszewicy, by zachęcić do powrotu z emigracji obiecywali powracającym złote góry. Tym mirażom niespełnionym uległa m.in. Maryna Cwietajewa, której ojczyzna zafundowała tak okrutne, biedne, życie, iż w końcu popełniła samobójstwo. Szczęściem wielkim było wówczas umrzeć śmiercią naturalną, mieć przy sobie osoby bliskie, które zamkną powieki.
Rzadko twórcy otwarcie krytykowali dyktaturę i paranoję. Do nielicznych należy zapewne szalony geniusz – Osip Mandelsztam, twórca satyry na Stalina (tenże pytając o poetę zadał wprost pytanie: Czy to wariat?). Jaką trzeba mieć odwagę by napisać: Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,/Nie słychać i na dziesięć kroków co szepcemy/A w półsłówkach, półrozmówkach naszych/Cień kremlowskiego górala straszy/…/Palce tłuste jak czerwie w grubą pięść układa/Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada/Śmieją się karalusze wąsiska/I cholewa jak słońce rozbłyska”. Tę odwagę Osip przypłacił ciężką depresją i śmiercią z wyniszczenia. Jego ciało spoczęło w bezimiennym grobie, gdzieś, hen za Uralem. Odwaga to czy szaleństwo?
I choć bardzo starali się siepacze Stalina, by do potomnych nie dotarły strofy wierszy niepokornych, prozy rozliczeniowej, filmów genialnych ale bez socrealistycznej ideologii, nie udało się. Wierszy uczono się na pamięć, gdy palono rękopisy, filmy Eisensteina przetrwały i nadal uważane są za najwybitniejsze formy poszukiwań twórczych swojej epoki. Studenci, przyszli aktorzy i reżyserzy, wciąż poznają tajniki teatru Stanisławskiego. To taki chichot historii, prymat twórczości genialnej nad paranoją tamtejszych (ale nie tylko) czasów.

Eka

Piotr Kitrasiewicz , Artyści w cieniu Stalina, Wydawnictwo Mg, 2018

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>