Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Marzec 2019 r.

Marzec 2019 r.

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Omega

Omega, a właściwie Joasia, jest przeciętną, normalną dziewczynką, która w dniu swoich 12 urodzin otrzymuje… Nie, nie sowę z Hogwartu (ale książka wpisuje się do nurtu fantasy dla młodzieży). Omega otrzymuje na urodziny link do tajemniczej gry. Klika download i zaczyna przygodę swego życia.

Jak dotrzeć do młodego czytelnika wychowanego na komputerach, filmach i kulturze masowej? Nie jest to łatwe zadanie, ale myślę, że Marcinowi Szczygielskiemu ta sztuka się udała. „Omega” jest nie tylko pasjonującą powieścią przygodową, a równocześnie pełnymi garściami czerpie ze wzorców i motywów popkultury. Mimo iż sam autor w posłowiu informuje, że wyrósł na gruncie powieści wiktoriańskich, to w jego historii pełno jest wampirów, wilkołaków, zombie, przerażających klaunów z ostrymi zębami. Ba, mamy nawet miecz świetlny! Gra, w której uczestniczy główna bohaterka, budzi jednoznaczne skojarzenia z Jumanji – z tym, że jest to wersja unowocześniona i ma formę rozgrywki online. Omega musi stoczyć walkę z fantastycznymi stworami, przeżyć w gąszczu bezsensownych zakazów i nakazów oraz, co gorsza, promocji centrów handlowych, ale przede wszystkim – ze samą sobą.

Bo „Omega” to przede wszystkim powieść o dorastaniu, dojrzewaniu. O walce z własnymi słabościami, o nauce życia z innymi, miłości, współczucia, empatii. O pogodzeniu się z tym, że w życiu nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzyliśmy. Że trzeba zaakceptować śmierć babuli i rozwód rodziców. Że trzeba być sobą, ale że trzeba również żyć z innymi. Omega dzięki grze przechodzi proces socjalizacji.

Książka jest pisana lekkim stylem, językiem przystępnym dla młodzieży. Nie lubię narracji w czasie teraźniejszym, ale w tym przypadku mnie nie raziła, bo szybko dałam się wciągnąć w wartką akcję. Fabuła jest wciągająca, tematyka poważna, ale przedstawiona bez patosu. Do tego spora doza humoru i ciekawe podejście do wykorzystywanych popkulturowych motywów. To wszystko powoduje, że „Omega” jest wprawdzie powieścią dla młodzieży, ale może być równie dobrze lekturą ich rodziców.

Czy to oznacza, że jest idealna? Niestety, nie mogę przyznać jej maksymalnej ilości punktów. O gustach się nie dyskutuje, ale uważam, że znaczna większość ilustracji zwyczajnie nie pasuje do książki dla młodszego nastolatka. Razi mnie estetyka prac Bartka Kociemby, zwyczajnie mi się nie podobają. Drugim poważnym zarzutem jest jest język. Ten sam język, którym autor tworzy zabawne gierki słowne, jest momentami chyba aż nadto młodzieżowy. Razi mnie wciskanie ‚buttona’ zamiast przycisku i pisanie ‚pedeefa” zamiast pdf. No cóż, trzeba by to skonsultować z kimś młodszym, może 12-latkowie tak mówią i tak piszą, ale nie wydaje mi się. Najcięższy mój zarzut dotyczy korekty. Korektor najprawdopodobniej przysypiał w pracy, gdyż w książce roi się od literówek. Moim skromnym zdaniem zaś, to właśnie młody odbiorca powinien dostać tekst w jak najczystszej polszczyźnie, by później automatycznie nie powielać błędów.

Podsumowując: książkę polecam jak najbardziej. Trzeba tylko zamknąć oczy na ilustracje, literówki oraz niektóre ciężkostrawne wyrażenia.

Marcin Szczygielski „Omega”, z il. Bartka Arobala, Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2009

Marta Kostecka

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>