16 marca 2019 r.

16 marca 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Pogrzebani w Tazmamart

„Nigdy bym nie uwierzył, do jakiego stopnia dni mogą być jednocześnie długie i krótkie. Długie, oczywiście, jeśli trzeba je przeżyć, ale tak rozciągliwe, że zachodzą w końcu jeden na drugi. Tracą przy tym swoją nazwę.”
Albert Camus „Obcy”

Budynek B w Tazmamarcie: przyczółek piekła, lochy osadzone głęboko w ziemi. Nieznane miejsce pośród gór, na samym końcu współczesnego świata. Cuchnąca zatęchła cela, niczym mogiła pogrążona w ciągłym mroku, szeroka i wysoka na półtora metra, długa na trzy. Drżące, wilgotne powietrze sączące się z małych otworów w ścianie korytarza. Dziura w ziemi o średnicy 10 centymetrów służąca za toaletę i stare koce zamiast pryczy. Czerstwy chleb, wyschnięty makaron, bańka wody. Codzienna wyniszczająca wegetacja, bez dostępu do światła, lekarza, środków higienicznych. Nie dający się pomylić z niczym innym słonawy, octowo- ropny zapach śmierci i dół zasypany wapnem. Nieodwracalność wyroku, izolacja, perspektywa ciągłej udręki fizycznej i psychicznej bez żadnej nadziei na ocalenie. Marny żywot skazańca, uzależniony od nastroju strażnika. Czy trwanie w tak dramatycznej rzeczywistości ma sens? Jak przeżyć i zaakceptować swój los zachowując godność? Czy w tak silnym doznaniu, ciężkim wieloletnim bagażu koszmarnych doświadczeń można odnaleźć coś dobrego? Co może ocalić życie więźnia skazanego na powolną śmierć? Kim jest człowiek w lustrze?

W Maroku, kraju ogromnej biedy, analfabetyzmu i ludzkiej krzywdy panował król Hassan II, jeden z najbardziej krwawych arabskich tyranów. Aziz Binebine nie interesował się polityką, nie knuł, nie spiskował, nie był rządny krwi, nie planował zamachu. Wstąpił do armii, by pomóc matce samotnie wychowującej ośmioro dzieci. Jednak pewien lipcowy dzień 1971 roku zakończył jego dotychczasowe życie. Aziz, narrator i główny bohater książki Tahara Ben Jellouna, za zdradę odsiedział 20 lat, z czego 18 lat spędził zakopany w celi wielkości grobu wraz z 29 towarzyszami, z których koszmar przeżyło tylko czterech.

Długotrwała, nieprzemijająca ciemność w krajach arabskich budzi największą grozę i uznawana jest za jeden z najbardziej popularnych sposobów znęcania się i tortur. O dziwo inspiracją do tego typu praktyk były „Baśnie z tysiąca jednej nocy”. Choć zaliczane do arcydzieł światowej literatury i powszechnie kojarzące się z barwnymi opowieściami dla dzieci, przesycone są drapieżnym bestialstwem w których najczęściej triumfuje zło. „To oślepiające, nieobecne światło” przepełnione charakterystyczną orientalną symboliką miejscami brzmi jak jedna z okrutnych baśni. Wzajemne przenikanie się dwóch światów, mistycznego i realnego, odnajdziemy także w języku powieści, który łączy cierpki naturalizm z baśniową poetyką. Sowa zwiastująca nadchodzącą śmierć, złowrogie duchy przyjmujące postaci dżinów – demonów pustyni budzących powszechny strach wśród strażników.

By przetrwać w kamiennych kazamatach wielkości grobu, należy wypracować sobie pewne mechanizmy. Przede wszystkim zapomnieć. „Wyczyścić” pamięć, pozbyć tęsknoty, nadziei, wspomnień, wyrzucić z głowy obrazy z przeszłości, rodzinę, najbliższych, przyjaciół, ukochaną. Bezpowrotnie zniszczyć resztki dawnego życia. Podstawą jest medytacja, modlitwa, pokora. Życie z dnia na dzień, akceptacja tego co przyniósł los. Wyzbycie się gniewu i poczucia krzywdy, które sącząc jad w umyśle więźnia zamkniętego w ciemnej celi, w efekcie doprowadzają go do pewnej śmierci. Umiejętność opuszczania umęczonego bólem i chorobą ciała. Uwolniony umysł, który szybuje tysiące kilometrów, jak najdalej od piekła codzienności. To wzajemna przyjacielska pomoc, system codziennych rytuałów, które angażują każdego ze współwięźniów. Jeden pełni funkcję kalendarza i zegara odmierzającego godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata. Drugi recytuje Koran, kolejny osładza parszywy los opowiadając fabułę oglądanych przed laty filmów i przeczytanych książek, wśród których króluje Albert Camus. W końcu odnalezienie radości w drobnostkach, jakimi stają się choćby dobiegające z zewnątrz rozmowy ptaków, które z biegiem lat skazańcy nauczyli się rozpoznawać. Śpiew filigranowego trznadla smużkowatego, który karmiony okruszkami przylatuje do celi nadając sens każdemu dniu.

Tazmamart to miejsce pośród szkarłatu gór Atlasu Wysokiego, na samym brzegu piaszczystego morza Sahary, którego nie znajdziemy na mapie. Tam powstało miejsce otoczone murem, z którego nikt nie miał wyjść żywy. Zamknięci w ciemnościach na krańcu świata, zapomniani, porzuceni na pastwę głodu, bólu, chorób, skorpionów, wszechobecnego robactwa i nieznośnego zimna. Bez możliwości ruchu, w poczuciu strachu, zwątpienia, wydzierają śmierci każdy kolejny dzień.

„To oślepiające, nieobecne światło” jest historią jednego z więźniów, którą na papier przeniósł marokański pisarz Tahar Ben Jelloun, uważany za jednego z najważniejszych pisarzy francuskojęzycznych, a wydało moje ulubione wydawnictwo w swojej „Serii Literackiej”. Książka po raz pierwszy została opublikowana w 2003 roku, a w 2004 roku otrzymała Międzynarodową Dublińską Nagrodę Literacką IMPAC. To powieść, która daje czytelnikowi nadzieję i wsparcie w trudach codzienności. Sączące się światełko w mrocznym korytarzu naszych własnych lęków i niepowodzeń. Polecam.

Ewa Ciereszko

Tahar Ben Jelloun, To oślepiające, nieobecne światło, przekład: Małgorzata Szczurek, WYDAWNICTWO: Karakter, Kraków 2018, stron: 255

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>