Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Połknięci i wypluci

Życie idealne? Żyć jak inni. Jak sąsiedzi, znajomi z pracy, ani lepiej, ani gorzej. Średnio.

Legalna, na etacie, państwowa, prywatna, na podstawie samozatrudnienia, tymczasowa, sezonowa, okazjonalna. Na umowę śmieciową, trefna, szemrana, znaleziona w szarej strefie, na czarno, ponad siły, uwłaczająca, wyniszczająca. Bywa celem, lub środkiem do celu. Marzeniem, źródłem sukcesów, radości, ekscytacji. Daje poczucie godności, spełnienia, komfortu psychicznego, spokoju, pewności siebie. Dumy, nadziei, poczucia bezpieczeństwa, często złudnego. To miejsce, w którym zawieramy wieloletnie znajomości i przyjaźnie. Pasjonuje, wciąga, uzależnia, lub zniewala, prześladuje, dręczy, bywa szkodliwa i niebezpieczna. Codzienny kierat, przedpiekle, źródło lęku, mobbingu, udręki, wstydu, zażenowania, stresu, rozpaczy, kalectwa, choroby, a nawet śmierci.

Podobno dziś warunki pracy dyktują pracownicy. Politycy wraz z analitykami mantrują, że w naszym kraju nie ma bezrobocia, a pracę znajdziemy  na ulicy. Czy to prawda? A może zmiana nazwy portalu Bezrobocie.org.pl na Rynekpracy.pl jest tylko sposobem na zaklinanie dzisiejszej rzeczywistości? Czym dzisiaj jest praca? Czy powtarzana od lat sentencja, że żadna nie hańbi jest wciąż aktualna?

Olga Gitkiewicz w swoim reportażu społecznym skupiła się na ciemnej stronie rynku zatrudnienia. Bo dziś praca na etacie jest rzadkością. Z każdym rokiem wzrastają nierówności społeczne – stajemy się prekariuszami, a normą, zamiast stabilności i umowy o pracę, są tzw. elastyczne formy zatrudnienia. Coraz częściej żyjemy i oswajamy się z pracą na niepewnych stanowiskach, płacą minimalną, kiepsko płatnymi stażami, fuchami, dorywczymi zleceniami, bez stałych umów, przeplatanych okresami bezrobocia. Ludzie bez stałej pracy istnieli od zawsze, jednak dziś dostrzegamy zupełnie nowe zasady niestabilnej pracy najemnej. Prekariusze doświadczają silnego kryzysu tożsamości. Mając niepewne zarobki tracą prawa, przywileje, zabezpieczenia posiadane przez ludzi zatrudnionych na umowach stałych. To w szarej strefie dochodzi do sytuacji jak choćby ta najnowsza, w której wieloletni dostawca warzyw i jednocześnie twarz kampanii jednej z popularnych sieci sklepów dyskontowych wywozi zatrudnioną nielegalnie pracownicę poza teren zakładu i umierającą porzuca na ławce. Podobna historia pojawia się także w reportażu.

„Nie hańbi” porównuje dzisiejszy rynek pracowniczy do czasów wielkiego kryzysu sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Autorka usiadłszy przy krosnach historii, na osnowie współczesnych zdarzeń snuje wyszperane z babcinych szuflad wątki. Dostrzegamy trzy różne światy – Polskę przedwojenną, PRL i tę po wolnorynkowej transformacji lat 90. Chwilami silnie ze sobą kontrastują, by za moment spleść na tyle mocno, że trudno odróżnić jedne od drugich. Z tych nici nie powstał jednak sielski i pogodny kobierzec, a ponury kilim utkany z ludzkich dramatów.

Lniane nici żyrardowskiej fabryki splatają różne miejsca i wydarzenia: skrajna bieda, wielki kryzys i przedwojenny upadek żyrardowskich i łódzkich zakładów włókienniczych, komunizm z robotniczymi miasteczkami, PGR-ami i powszechnym nakazem pracy. Słynna kuroniówka i pierwsze wielkie biznesy z początku lat 90. A także dzisiejszy Szydłowiec nazywany miastem ludzi bez pracy, w którym kilka lat temu bezrobocie przekraczało 40 procent, a mimo to ludzie żyją „na bogato”. Pośredniaki, w których rejestruje się mnóstwo bezrobotnych, ale niemal żaden nie odpowiada na oferty zatrudnienia. Warunki pracy w AMICE we Wronkach, proces tzw. „grillowania”, dylematy młodej matki, kierowcy – rozwoziciela, czy „Mordor” i problemy przeciętnego korpoludka.

Książka obrosła jeszcze w inną intrygującą historię, historię zdjęcia Chrisa Niedenthala wykonanego w 1982 roku w fabryce Vistuli w Krakowie. Kilka miesięcy temu reportażystka i autor fotografii szukali szczupłej blondynki uchwyconej na zdjęciu ponad 35 lat temu. Dzięki Radiu Kraków bohaterkę udało się odnaleźć. Pani Michalina pracę w krakowskim zakładzie Vistuli rozpoczęła mając niespełna 18 lat i spędziła tam 6 lat na „dziurkarce” i „fastrygówce”. Praca była ciężka, kobieta była przygnębiona i zgaszona, dziś jak twierdzi, dużo więcej się uśmiecha. Fotograf nie ukrywał, że jest to jedno z ciekawszych zdjęć w jego dorobku ze względu na uchwycony w kadrze wyraz twarzy i smutne spojrzenie młodej szwaczki pracującej przy maszynie 764. Odnaleziona kobieta, Chris Niedentahl i autorka książki spotkali się w listopadzie 2017 roku, a fotografia stała się klamrą historii i poruszającą okładką. Dawna pracownica krakowskiej Vistuli ma się stać bohaterką następnego reportażu.

„Nie hańbi” to debiut reporterski Olgi Gitkiewicz wydany przez Wydawnictwo Dowody na Istnienie. Sięgam po niemal wszystkie książki sygnowane charakterystycznym logo, bo jest ono znakiem doskonałej jakości. Autorka pisze oszczędnie, prosto, jakby beznamiętnie. Jednak ten pozornie bezduszny język posiada ogromny ładunek emocjonalny: buzując w głowie czytelnika porusza go do głębi i zmusza do własnych przemyśleń. Realizm i chłód tych historii daje mocny obraz, który uświadamia bezmiar problemu. „Nie hańbi” Olgi Gitkiewicz tematycznie silnie łączy się z retrospektywnymi „13 piętrami” Filipa Springera, w której czytamy o sytuacji mieszkaniowej w Polsce współczesnej, przedwojennej i epoki komunizmu.

Ewa Ciereszko

Olga Gitkiewicz, Nie hańbi, WYDAWNICTWO: Dowody na Istnienie, Warszawa, 2017, Stron: 220

 

 

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>