Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Polskie love story

Nie wiem – mam powiedzieć czy nie, jak się kończy polski romans wszech czasów? Zrobiłam rozeznanie wśród młodzieży licealnej i co tu dużo ukrywać, prawie nikt nie słyszał o „Trędowatej”, więc może nie zdradzać zakończenia, niech będzie niespodzianka? Z drugiej strony, wszyscy „starsi” odbiorcy doskonale wiedzą, a i tak czytają z wypiekami na twarzy. Do tego grona zaliczam się również ja, która obejrzawszy swego czasu chyba z dziesięć razy ekranizację Jerzego Hoffmana z 1976 roku, zakochana w ordynacie po uszy i w Stefci też, nie oderwałam się od opasłego tomiska powieści ani na moment, zanim nie dowiedziałam się, dlaczego… no i właśnie, powiedzieć?

Nie będę się wdawała w dyskusję dotyczącą wartości literackiej tego utworu, gdyż jakimś sposobem poziom językowy zupełnie nie przeszkadza w odbiorze, a nawet czasami zmusza do sięgnięcia po słownik. Warstwa fabularna jest schematyczna, ale to też nie szkodzi. Mniszkówna dokonała cudu i ten cud się czyta. Czyta przez wiele pokoleń, gdyż pierwsze wydanie datuje się na rok 1909, czasy Młodej Polski, wielkich nazwisk i wielkich utworów, a tu taka sobie opowiastka dla pensjonarek, o uczuciu zakazanym, jednakże pięknym i silnym siłą męskiej miłości.

A ordynat Michorowski potrafi kochać. I do tego jest przystojny. I jeszcze lepiej – nieprzyzwoicie bogaty. Walczą o niego najlepsze partie w kraju i zagranicą, a on… prowadzi życie playboya, ale oczywiście do czasu. Poznaje Stefcię Rudecką, ubogą szlachciankę, która w domu jego magnackiej rodziny jest guwernantką. Piękna, mądra i czysta, nieomalże niepokalana, długo opiera się awansom Waldiego. Nie myślcie sobie, że nie miał zakusów na zdobycie jej siłą – miał (w końcu nie było kobiety, która by się oparła urokowi i pieniądzom ordynata) i… mógł, ale tego nie zrobił. Dlaczego? Nie powiem, doczytajcie.

Porywająca jest historia walki o serce, duszę i ciało kobiety, ale jeszcze bardziej porywa skala uczucia Michorowskiego, który dla Stefci wypowie otwartą wojnę tym z arystokracji, którzy tkwią w konwenansach i przesądach o czystości krwi, czując odrazę i pogardę do ludzi parających się jakimkolwiek zajęciem (oprócz polowań rzecz jasna). A przypomnę, że mamy już wiek XX… To, co znalazłam najcenniejszego w „Trędowatej”, to obraz arystokracji tamtych czasów – Prus w „Lalce”, był zdecydowanie zbyt delikatny. Mniszkówna, ta to dopiero pokazała, z kim można było mieć do czynienia pod pozorami ogłady towarzyskiej i herbowych rodowodów. Odrobinę też z utworu Prusa ściągnęła, gdyż pojawia się motyw miłosnego mezaliansu starszych członków rodu Michorowskich i Rudeckich, podobne do historii Zasławskiej i stryja Wokulskiego. Niemniej, Stanisław może się schować ze swoim parweniuszostwem przy trędowatości Stefci. A Waldi… a Waldi kocha z tak wielką siłą, że pokona wszystkie przeszkody na drodze ku szczęściu z ukochaną. Wszystkie, oprócz jednej. I o niej, tej nie do przejścia, jest ta powieść, którą z całego, pensjonarskiego serca polecam.

Mirka Chojnacka

Helena Mniszkówna, Trędowata, Wydawnictwo Mg, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>