Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Poszukiwanie śladów…

Moj.dziadek.falszerzGdy Bernhard Krüger zmarł wiosną 1989 r., jego wnuczka Charlotte miała 10 lat. Pamięta, że był dystyngowany, łagodny i dobrotliwy. Nigdy nie krzyczał i nie tracił cierpliwości. Pachniał cygarami i wodą po goleniu, kolekcjonował znaczki. Charlotte lubiła je oglądać i słuchać ich historii, lubiła też je godzinami rysować przy kuchennym stole w jego małym mieszkaniu. Chodzili razem na grzyby, a wieczorami jedli parówki i grali w kości. Na dobranoc dostawała kieliszek jasnozielonego syropu marki Weltmeister. Jeżeli internet byłyby już wtedy dostępny, to może z ciekawości Charlotte wpisałaby w Google hasło „Bernhard Krüger”. Wyskoczyłyby cała seria stron i linków udokumentowanych zdjęciami przystojnego esesmana. Dopiero więc dużo później Charlotte Krüger dowiedziała się, że jej ukochany dziadek to SS-Sturmbannfuehrer Bernhard Krüger, zdeklarowany nazista. I wykonawca prawdopodobnie największej akcji fałszerskiej wszech czasów – Operacji Bernhard.
Dziadek Charlotte Krüger był fałszerzem Hitlera. Pewnego dnia – druga wojna światowa szalała już od ponad roku – dostał zlecenie, które sam minister propagandy Joseph Goebbels w swoim dzienniku nazwał „groteskowym planem”. Jego celem było doprowadzenie wrogiej Anglii do ruiny gospodarczej przez zasypanie jej fałszywymi funtami. Skrzynie pełne fałszywek miały być rozrzucone z samolotów nad Anglią, wywołać szał zakupów, a następnie kryzys walutowy, pogrążający wroga w chaosie gospodarczym, bankowym i moralnym. Była to największa operacja fałszerska w historii, a Bernhard Krüger był jej kierownikiem i wykonawcą, wręcz idealnym. Nie walczył na froncie, służył ojczyźnie i jej wodzowi zza biurka, jak na skalę nazistowskiego okrucieństwa prawie że w białych rękawiczkach, m.in. jako wysoko postawiony członek tajnych służb, tworzący strategie działania zespołów radiostacji czy fałszujących paszporty. Do tego każdy znaczek ze swojej kolekcji potrafił rozłożyć na mikrony.

Operacja „Bernhard” była ściśle tajna i perfekcyjnie przez Krüger zorganizowana. Specjalistów do wyprodukowania fałszywych banknotów na tak masową skalę wyszukał w obozach koncentracyjnych. W jego warsztacie fałszerskim mieli pracować jedynie Żydzi, których można było w każdej chwili zlikwidować, zarówno w przypadku powodzenia, jak i porażki operacji. Wybrał ich w Auschwitz, 140 wysokiej klasy malarzy, grafików, drukarzy, zecerów, litografów. Niektórych z nich już z list osób przeznaczonych do komory gazowej. Prawie wszyscy więźniowie biorący udział w Operacji Bernhard przeżyli Holokaust. Drukarnia, umiejscowiona w dwóch tajnych barakach obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, była ich szansą na przetrwanie. Dopóki byli potrzebni, mogli żyć. 134 miliony podrobionych przez nich do końca wojny banknotów funtowych, to było 134 milionów biletów do życia. Ich szef zwracał się do nich „moi panowie”.

Tak perfekcyjnych podróbek, nierozpoznawalnych nawet przez pracowników elitarnego Bank of England, do tej pory i później nie było. Anglia jednak nie poległa pod milionami fałszywek, niemiecka Luftwaffe nie miała już w ostatnich latach wojny wystarczającej liczby samolotów do przeprowadzenia ataku walutowego. Podrobione funty rozpełzły się po Europie, gdy naziści wynagradzali nimi swoich tajnych agentów, kupowali biżuterię, złoto itp. Jak na ironię właśnie tymi fałszywymi pieniędzmi żydowski ruch oporu w 1945 r. finansował transporty uchodźców do Palestyny i kupował broń dla żydowskiej podziemnej armii. Paradoksalnie w Wielkiej Brytanii wcześniej rozważano podobny atak na Niemcy – wywołanie fałszywymi markami zamętu, atmosfery strachu i wzburzenia. We wrześniu 1939 r. Winston Churchill, świeżo mianowany minister brytyjskiej marynarki wojennej, wysłał list do Johna Simona, ministra finansów: „Drogi Johnie, dochodzą do mnie słuchy o planie zrzucenia nad terytorium Niemiec z naszych samolotów sfałszowanych marek w tobołkach lub też w kuszących małych paczuszkach. Uważam, że banknoty mogłyby być równie dobre jak ulotki. Co też Pan o tym sądzi?”. Odpowiedź była odmowna, ale jeden z urzędników Ministerstwa Finansów zrobił na liście dla Simona odręczną notatkę: „Genialne, ale nie w brytyjskim stylu”.
Bernhard Krüger do końca życia był dumny z realizacji powierzonego mu przez szefów SS zadania. Nawet, gdy zmienił się w dobrotliwego dziadka wnuczki Charlotte. Uważał się za walczącego na wojnie żołnierza, mimo że nim nie był. „Należał do eleganckich mężczyzn, którzy nie musieli sobie brudzić rąk, uważał się za honorowego, ciężko pracującego bojownika. W dobrze skrojonym mundurze” – pisze w wydanej w 2015 r. książce „Mój dziadek fałszerz” Charlotte Krüger, która odkryła mroczną stronę życia dziadka wiele lat po jego śmierci.

W 2007 r. Charlotte wraz z matką i ponad milionem widzów na całym świecie, w ostatniej scenie nagrodzonego Oscarem, inspirowanego Operacją Bernhard austriacko-niemieckiego filmu „Fałszerze” Stefana Ruzowtzkiego, ogląda leżącego na podłodze mężczyznę. Łkającego, ze zwitkiem fałszywych funtów w garści, przerażonego dwoma niebezpieczeństwami – bliskością Armii Czerwonej i zemstą więźniów. To jej dziadek. Po tej scenie, w całości zmyślonej przez reżysera filmu, matka Charlotte mówi: „Powinni trzymać się prawdy. Prawda jest jeszcze bardziej absurdalna”.

Charlotte należy do pokolenia trzydziestoparoletnich wnuków nazistów, pokolenia o wiele bardziej zdeterminowanego od pokolenia dzieci nazistów w zadawaniu pytań. To wnukowie nazistów piszą teraz książki, które są nie tylko niemieckimi opowieściami, lecz także sprawami rodzinnymi – o swoich dziadkach maszerujących 80 lat temu ramię w ramię z nazistami, których próbują teraz zrozumieć. To ci wnukowie, trzecie niemieckie powojenne pokolenie, chcą wiedzieć o wiele więcej niż tylko to, co mogli im opowiedzieć rodzice.

W 2011 r. Charlotte poznała w Waszyngtonie kobietę, która właśnie wiedziała o wiele więcej o jej dziadku niż ona sama. Margaret Shannon przez 10 lat na zlecenie Centrum Simona Wiesenthala zajmowała się Krüger i jego fabryką fałszywek. Przejrzała tomy akt, stworzyła bazę danych, doprowadziła do publikacji archiwów CIA oraz FBI. I często zastanawiała się jakim człowiekiem był sturmbannfuerer SS Krüger. Jakie relacje panowały między nim a Żydami? Jak mógł robić karierę genialnego fałszerza najlepiej zabezpieczonych banknotów świata w obozie koncentracyjnym? Jak mógł codziennie przyjeżdżać z odległego o 40 km Berlina do miejsca zagłady, jak do pracy w warsztacie? Czy był mordercą? Po wojnie dochodziły tego też sądy w sprawach nazistów. Bernhard Krüger zaraz po wojnie siedział w licznych aresztach ponad 2 lata, zwolniono go także m.in. po zeznaniach na jego korzyść kilku żydowskich więźniów-fałszerzy. Te pytania zadawała sobie też Charlotte Krüger. „Dlaczego nie napisze pani książki o poszukiwaniu swojego dziadka?” – zaproponowała Margaret Shannon.

W 2015 r. Charlotte Krüger w „Mój dziadek fałszerz”, pasjonującej mieszance literatury faktu, thrillera i powieści psychologicznej, pisze: „Ta książka jest poszukiwaniem śladów. Opowiada historię nazisty, być może nawet mordercy – oraz najskuteczniejszego fałszerza pieniędzy w historii. Książka jest opowieścią o moim dziadku, a przez to także i o mnie. Jego prawdziwych motywów do dzisiaj nie poznałam i ja, jego wnuczka, nigdy nie przestanę się nad tym zastanawiać”.

Katarzyna Amon

Charlotte Krueger, Mój dziadek fałszerz, przekład: Zuzanna Urszula Bogucka, Bartosz Nowacki, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>