Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Przeżywam dwa życia – swoje i moich bohaterów” – wywiad z Anną Rozenberg

Anna Rozenberg zadebiutowała w 2021 roku powieścią kryminalną pt. „Maski pośmiertne”. Pierwszy tom o inspektorze Davidzie Redfernie został dobrze przyjęty przez czytelników. Dziś seria liczy już trzy tomy.
Z Autorką, o początkach pisania, sukcesach, warsztacie i planach na kolejne powieści rozmawia Maciej Biernawski, na co dzień również pisarz, znany czytelnikom jako Marek Stelar.

Maciej Biernawski: Czemu piszesz? Co Ci to daje?

Anna Rozenberg: Paradoksalnie to najprostsze i zarazem najtrudniejsze pytanie. Wywodzę się z domu, w którym zawsze dużo się opowiadało. Jako dziecko uczyłam się więc opowiadać, nocami słuchając i chłonąc anegdoty oraz historie znajomych moich rodziców i dziadków. Snucie opowieści jest niejako wpisane w mój genotyp. Natomiast pisanie samo w sobie to żmudny proces, pełny rzemieślniczej pracy z krótkimi tylko zrywami euforii i to chyba właśnie dla tych momentów zdecydowałam się na taką a nie inną pracę.
Ale to nie jedyny powód. Cytując Józefa Czechowicza: „kto czyta – żyje wielokrotnie”, mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że tak właśnie mam z pisaniem, ponieważ niejako przeżywam dwa życia – swoje i moich bohaterów. Dodatkowo kreując świat powieści, poprzez research, poznaję ten rzeczywisty, co czyni pisanie wspaniałą przygodą.
I wreszcie powód ostatni: kocham ludzi, a pisanie pozwala mi na poznawanie ich, delektowanie się ich towarzystwem, ich radością. Łączy nas miłość do literatury, do czytania, a nie ma nic piękniejszego niż spotkania z osobami, z którymi rozumiemy się bez słów, choć to słowa są tu spoiwem.

MB: Zadebiutowałaś niedawno pierwszą częścią opowieści o inspektorze brytyjskiej policji Davidzie Redfernie. I to z przytupem, mam na myśli dwie ważne nagrody: Kryminalną Piłę dla najlepszej polskiej miejskiej powieści kryminalnej za „Punkty zapalne” oraz nagrodę specjalną im. Janiny Paradowskiej na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu dla „Masek pośmiertnych”. Jak się z tym czujesz i dlaczego świetnie?

AR: Nie da się ukryć, że sukces przyszedł zupełnie niespodziewanie i bezgranicznie mnie oszołomił. Mam wrażenie, że o ile debiutować jest łatwiej, tak przy tym natłoku tytułów trudniej się wyróżnić. Kiedy jakieś pięć lat temu wysyłałam swoją propozycję wydawniczą – „Punkty zapalne” została ona odrzucona przez kilkanaście wydawnictw. Czułam się wtedy zawiedziona, ale nie poddałam się tej emocji, wyciągnęłam wnioski i napisałam niejako prequel czyli „Maski pośmiertne”, a te spodobały się trzem wydawcom. Nauczyło mnie to nie tylko pokory, ale i wiary w marzenia, na których spełnienie nie wolno czekać – trzeba pracować, by się spełniły. Może właśnie dlatego wchodząc na pilską czy wrocławską scenę, czułam się tak szczęśliwa i wdzięczna.

MB: Redfern jest skomplikowaną postacią, pod wieloma względami, co czyni go wyjątkowym na tle innych bohaterów wielu powieści kryminalnych. Pamiętam, jak mnie to zaskoczyło, a potem jak mi to świetnie zagrało. Jak go projektowałaś?

AR: Redfern to bez wątpienia postać wielowymiarowa, bo takich najbardziej ostatnio mi brakowało w literaturze gatunkowej, której protagoniści zdają się być oporni na zmiany społeczno-kulturowe. Poturbowany przez życie, często toczony nałogiem policjant albo dowodząca swojej wartości poprzez wulgarność funkcjonariuszka nigdy nie byli moimi bohaterami. Inspektor Redfern ma za sobą wiele zakrętów, ale raczej budowały one jego charakter aniżeli doprowadzały do katastrof. David kiełkował w moje głowie bardzo długo, stąd może precyzja, która pozwala uwierzyć w jego prawdziwość, stać się bliższym. Dowodem na to są pełne ciepła wiadomości od czytelników, którzy często pytają, co słychać u Redferna, a nie co u mnie.

MB: Twoje historie są dość nietypowe dla polskiego czytelnika sięgającego po polskich autorów. Rozgrywają się w brytyjskich realiach podlondyńskiego Woking, ale wątki polskie: Polonii i rodziny Redferna są niezwykle istotne i nie da się chyba tego rozdzielić. Rozumiem, że to pokłosie Twoich doświadczeń jako emigrantki?

AR: Niezupełnie. Redfern jako syn polskiej imigrantki miał stanowić most między rzeczywistościami – polską i angielską, tak, by czytelnik w kraju mógł wygodnie odnieść się do obu. Podobny zabieg zastosowałam przy tworzeniu fabuły, której osią zawsze są ciekawe historie lub miejsca związane z Wielką Brytanią i Polską. W „Maskach pośmiertnych” był to obóz w Tweedsmuir, w którym mieszkali Polacy po drugiej wojnie światowej oraz tak zwana stara emigracja. Natomiast „Punkty zapalne” oparłam o losy polskiej imigracji po roku dwa tysiące piątym. Tu nieco przelałam swoje doświadczenia, ale bardzo pilnowałam się, by nie stały się one swoistym pamiętnikiem.

MB: Kwestia researchu: widać, że poświęcasz mu sporo uwagi i to Ci się chwali. Trudno Polce, nawet od lat mieszkającej w Wielkiej Brytanii uzyskać informacje dotyczące działania służb policyjnych i wymiaru sprawiedliwości? Przypuszczam, że badania kwestii topografii czy obserwacji socjologicznych to sama przyjemność, a to, o co pytam; czy jest drogą przez mękę?

AR: Research jest niewątpliwie dla mnie bardzo ważny, bo jak opowiadać fabularne kłamstwa, to dobrze ograne kłamstwa, a do tego potrzebujemy mocnych umocowań w rzeczywistości. Praca w archiwach, bibliotekach, spotkania z ludźmi czy wspomniana topografia często zajmują mi więcej czasu niż właściwa praca nad tekstem. Czasem mam wrażenie, że świadomie i celowo daję się uwieść magii poszukiwań i niejednokrotnie docieram do informacji zupełnie zbędnych. Wspaniała pożywka dla prokrastynacji, na którą zdaje się cierpi większość autorów. Co do samej policji to niestety jak dotąd nie udało mi się z nikim skontaktować, więc wszystkie procedury, które poznają odbiorcy moich powieści pochodzą z kodeksów, podręczników, a niejednokrotnie z mojej głowy, ponieważ dla komfortu czytelnika skracam wiele opisów. W przeciwnym razie powstałby trudny w odbiorze procedural, a mnie chodzi o to, by akcja rwała do przodu i porywała.

MB: Co ma dla Ciebie większe znaczenie: dobrze skonstruowana fabuła, czyli historia, która pochłania czytelnika tak, że znika na kilka godzin między okładkami, czy język i jego melodia, które płynnie go przez opowieść przeprowadzi? A może obie te rzeczy są równie ważne?

AR: Myślę, że bez plastycznego języka nie da się opowiedzieć czytelnikowi dobrej historii, nawet pozornie banalnej, jaką wydaje się ta kryminalna. Zbrodnia powinna bowiem być pretekstem do opowiedzenia o człowieku, jego historii, z tłem, które pulsuje w nas jeszcze na długo po zamknięciu książki.
Serwowanie czytelnikowi słabej narracji można porównać do przewiezienia kogoś taczką przez Alpy – widoki zapierające dech, ale jednak coś uwiera. Dlatego siadając do klawiatury, zawsze mam przed oczami osobę, która sięgnie po moją powieść, wyda na nią pieniądze i oczekuje, że będzie się dobrze bawić. Moja dbałość o język to wyraz szacunku do odbiory.

MB: Wiem, że kryminał to Twój ulubiony gatunek, ale (tu uchylam rąbka tajemnicy, bo niedługo ma się pojawić coś nowego Twojego pióra) podobno nieobcy jest Ci też thriller psychologiczny. Pomijając specyfikę poszczególnych odmian powieści sensacyjnej, masz inny sposób podejścia do nich, czy chodzi po prostu o opowiedzenie dobrej historii zgodnie z zasadami gatunku?

AR: Chyba już możemy powiedzieć, że obok przygód Redferna pojawi się thriller. Zaczynając tworzyć plan powieści, myślałam o tym gatunku jak o eksperymencie w oparciu o znajomość zasad. Wtedy mój kolega po piórze uświadomił mi, że to nie jest dla mnie nowość, bo opowiadania, które publikowałam w antologiach zawsze miały w sobie pewną tkankę tego gatunku. Przyjrzałam się więc im i faktycznie okazało się, że gdzieś w głębi mnie, na ostatnim neuronie drżał thriller.
Nigdy jednak nie podejrzewałam, że pisanie może tak mocno na mnie wpłynąć. Były momenty, że tworząc konkretną scenę, czułam się emocjonalnie wyczerpana. Praca więc mocno się różniła od tej, do której przywykłam tworząc historię Redferna. Nie jestem jednak wolna od konstrukcji, na jakiej opierałam wszystkie dotychczasowe utwory i mój thriller będzie miał drugie, a nawet trzecie dno, tak jak ma to miejsce w powieściach o policjantach z Woking.

MB: To pytanie zadaje się chyba każdemu autorowi, nie zadać go to jak stać na przystanku na przedmieściach o drugiej w nocy i przegapić autobus. Co czytałaś w dzieciństwie, co czytasz teraz? I czy to pierwsze miało wpływ na to drugie?

AR: W późnym dzieciństwie zaczytywałam się w Adamie Bahdaju i Zbigniewie Nienackim, co oczywiście nie pozostało bez wpływu na moje późniejsze czytelnicze wybory. Stąd też moja niewątpliwa miłość do powieści Leszka Hermana czy Macieja Siembiedy, którzy oprócz fenomenalnych historii oferują czytelnikom mnóstwo wiedzy, podanej z pięknem i wykwintnością języka.

MB: Jak wyglądają Twoje plany, te pisarskie? Redfern: wiadomo, nie zostawisz nas chyba z nieodkrytą tajemnicą śmierci Adriana Bonesa i zagadką, kim jest Palacz? A potem? Albo pomiędzy?

AR: Atmosferę wokół postaci Adriana Bonesa i Palacza tworzyłam poprzez trzy powieści, więc nieuczciwym byłoby nagle przekłuć ten balon. A zatem obaj panowie (?) pozostaną tajemnicą jeszcze przez dwa tomy, by w trzecim odsłonić wszystkie swoje sekrety. Na to jednak trzeba będzie jeszcze poczekać, ponieważ zbieram siły po thrillerze, który kosztował mnie mnóstwo czasu i emocji.

MB: Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Z Anną Rozenberg rozmawiał Maciej Biernawski

Anna Rozenberg – częstochowianka, mieszkająca od 2011r. w Wielkiej Brytanii, która zainspirowała ją kryminalnie; czterokrotna laureatka konkursu na opowiadanie w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Zadebiutowała bajką terapeutyczną dla dzieci na łamach częstochowskiego tygodnika 7 Dni. Autorka świetnie przyjętych opowiadań w antologiach Czas zbrodni, Nikomu się nie śniło oraz Zimno Zimniej Zbrodnia. W marcu 2021r. nakładem wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału ukazał się jej debiut „Maski pośmiertne”, który jest początkiem serii o inspektorze Redfernie, a zaraz po nich dwie kolejne części.
Na co dzień prowadzi portal redakcje.com.pl, gdzie pomaga szlifować teksty literackie i komercyjne. Każdą wolną chwilę wykorzystuje na czytanie kryminałów, egzotyczne wyprawy i głaskanie kotów, których jest niekwestionowaną wielbicielką.

zdjęcie Autorki: Dominik Tamioła

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>