21 października 2017 r.

21 października 2017 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Bogaty zbiór e-książek

Bogaty zbiór e-książek

Książka w prezencie

Książka w prezencie

Współpraca

Współpraca

Pypciologia stosowana

pypciePojawia się znienacka. Jest malutki, niby nic, ale trochę uwiera, nieco przeszkadza, odrobinę drażni. Po chwili nie można się od niego odczepić, myśli krążą wokół niego i co minutę sprawdza się czy jeszcze tam jest. Natrętnie świdruje, w końcu zaczyna być trochę śmiesznie. Pypeć na języku. Ale czy tylko?
Kazimierz – Nielisz – Cyców – Niemce. To nazwa słynnej trasy dla paralotniarzy. Pięknie wygląda na mapie. Lot można też zakończyć w miejscowości Haliny, co zmienia wydźwięk całości na bardziej patriotyczny. I już widać, że pycie to nie tylko wykwity dermatologiczne. Atakują także język, którym się komunikujemy. „Pypcie to nie tylko błędy. To także dzieła przypadku. Albo poczucia humoru samego języka. Gdy już raz człowiek zacznie mu się przyglądać, nie może przestać” – mówi Michał Rusinek, autor książki „Pypcie na języku”, zbioru felietonów publikowanych w krakowskiej Gazecie Wyborczej w latach 2013-2016. W jego przypadku pypciowanie zaczęło się od billboardu nieopodal Okęcia z napisem „Rękawice robocze z drugiej ręki”. Skłonny do makabreski ma słabość do fraz typu „Znaleziono psa. Wiadomość w smażalni”, informacji prasowych, że mąż wyniósł z pożaru swoją „świeżo upieczoną małżonkę” czy też ulotki z literówką warszawskiej agencji towarzyskiej „Panie czkają na panów w każdym wieku”. Nie może się oprzeć pokusie łypnięcia na panią Gwizdalankę, autorkę słownika operowego, czy frazeologicznej zadumy nad „Organizujemy sylwestry. Dowolne terminy”.
Język im bardziej jest poprawny, tym bardziej staje się niewidzialny, jakby założył czapkę niewidkę. Jest transparentny, czysty jak szyba okna, przez które przyglądamy się światu. Żeby nam o sobie przypomniał i zaintrygował, musi na swojej gładkiej powierzchni wyhodować pypeć językowy – rysę, błąd, złamanie reguł. Niby uwiera, zawadza, drażni, śmieszy, ale w efekcie uświadamia, że ten świat za oknem to opowieść ze słów bardzo osobistych, ważnych, często przypadkowych i figlarnych. Pulsujących życiem z głośnym śmiechem w tle. W „Pypciach na języku” Michał Rusinek uświadamia, że „nasz świat składa się nie tylko z rzeczy, ale i ze słów, które nie są owym rzeczom podporządkowane, są uprawnionym materiałem budulcowym”. Świat jest wtedy o wiele bogatszy, a to co dzieje się między słowami może być dla pypciologa gejzerem radości.
Michał Rusinek zdradza ogromną czułość wobec języka i fascynację jego przewrotnością. Ma do tego najwyższe kwalifikacje, jako wielce uczony i szacowny krakowski polonista, ale i wieloletni sekretarz Wisławy Szymborskiej. Podczas wspólnego spaceru po pewnym cmentarzu Szymborska zauważyła wypisane na grobie nazwisko pochowanej tam pani, brzmiało ono Chwilka-Tylko. Poetka uznała, że jest to najpiękniejsze epitafium. To dopiero mistrzyni pypciologii stosowanej.

Katarzyna Amon

Michał Rusinek, Pypcie na języku, Wydawnictwo Agora, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>