Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Rach-ciach i do brzegu

Jakby tu zacząć… Jadę ja sobie pociągiem relacji Szczecin Główny – Świnoujście i gdzieś w okolicach przystanku w Zdrojach wyciągam książkę i zaczynam czytać. I już jestem na miejscu. Aż nie chciało mi się wierzyć, że tak zleciało i zostało mi niecałe sześćdziesiąt siedem stron do końca! Z trzystu sześćdziesięciu dwóch do czytania (nie mylić z 365, chociaż scena erotyczna też jest), odliczając strony tytułowe, o ile dobrze obliczyłam. Popędziłam więc na prom i ukrywszy się w kąciku przy miejscu zbiórki ewakuacyjnej, ano, jest takie, gdybyście nie zauważyli – zaraz przy wejściu lub zejściu, i czytałam dalej. Niestety, prom przybił za szybko do brzegu. Tak jak i Marek Stelar, ale o tym na końcu.
Już po paru pierwszych stronach wiedziałam, że będzie to wciągająca lektura. Z różnych powodów, ale tym razem głównie dlatego, że doczekałam się u Stelara pierwszoplanowej roli kobiecej! I to nie byle jakiej! Marta Sygit jest bohaterką z krwi i kości, a poza tym ma rude, kręcone włosy, co przybliża ją memu sercu. Właściwie – superbohaterką, gdyż opieka nad niepełnosprawnym, piętnastoletnim Piotrkiem, taką ją właśnie czyni. Nawet sobie nie wyobrażam, jak trudne i traumatyczne mogą być to doświadczenia, niemniej autor zafundował jej jeszcze więcej – walkę o życie swoje i syna oraz innych dzieci, z której wyjdzie zwycięsko. Ups, wygadałam się? Zobaczycie, że to pikuś przy całym rozwoju akcji. A będzie się działo, oj, będzie.

Schemat fabuły jest dość prosty (porwanie – perypetie – uwolnienie), ale na szczęście dwutorowo prowadzona narracja pozwala na chwilę oddechu albo raczej wstrzymania go. Sceny z pseudooddziału psychiatrycznego i „domu” brata doktora Sobczaka powodują, że włosy się jeżą na… wybierzcie sobie część ciała, bo mi nie starczyło. Może z powodu hipnozy i jej możliwości, mam nadzieję odrobinę przesadzonych, a może z powodu lęku, który od dawna tkwi we mnie… wiecie, że ktoś lub coś (np. jakiś środek farmakologiczny) może przejąć nade mną kontrolę, a ja nic nie będę mogła zrobić. Bezsilność to najgorsze z uczuć, które przytrafia się człowiekowi, na szczęście ani Marta, ani Piotrek się nie poddają. Marek Bielawski też nie, to jemu udaje się cokolwiek wyjaśnić dzięki wysiłkom czynionym w sprawie zaginionego synka Maciusia.

Świetny thriller psychologiczny, poruszający wiele tematów tabu, godny polecenia i przeczytania. Niestety ma parę niedociągnięć, a mnie by się chciało, żeby Marek Stelar już sobie na takie nie pozwalał. Żebym mogła w końcu napisać – mistrzostwo formy i fabuły, bardzo proszę… I tak – zabrakło mi wyraźniej dookreślonej przestrzeni, szczegółów miejsc, zwłaszcza szczecińskich czy innych realiów, dla których, między innymi, tak bardzo lubię powieści autora. Poza tym, na samym początku w jednej z rozmów padają słowa, które wyjaśniają motywację przestępców i wybrzmiewają na tyle, że zwraca się na to uwagę, a powinny przejść bez echa, żeby na końcu czytelnik mógł stwierdzić: „Ech, no przecież, dał wskazówkę, kurczaczki, przegapiłem, a to było takie oczywiste…”. No. I jeszcze Bielawski. Gość z głową na karku, nie mówiąc o umiejętnościach walki, tak idiotycznie wręcz daje się wyprowadzić w pole. Nie mogę napisać jak, doczytajcie sobie, ale rozjuszyło mnie to do granic wytrzymałości. Podobnie zakończenie, które nastąpiło w niewiarygodnie szybkim tempie, zostawiając mnie z niedosytem zupełnym. Jakiś epilog mimo wszystko przydałby się, a nie tak rach-ciach i do brzegu. Niedosyt niedosytem, ale jakaś mała wisienka na torcie? Cokolwiek? Reszta na priv [śmiech], na szczęście tym razem czytałam tak szybko (inaczej się nie dało), że umknęły mi graficzno-stylistyczne niedociągnięcia, które rzadko przeoczam. I to by było na tyle.

A nie, jeszcze momencik – to bardzo mroczna lektura, nie dla wszystkich, moim zdaniem. Jeśli po nią sięgnięcie, bądźcie gotowi na mocne wrażenia. Zawrotne tempo akcji nie ukryje przerażającego i porażającego przekazu o naturze ludzkiej. I jej wynaturzonych formach. Na szczęście są wśród nas superbohaterowie, których siła i upór pokazują, że warto walczyć. I nie mówię tu o dorosłych, a przede wszystkim o dzieciach z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Mają supermoce, o których Stelar też napisał. Ukryte.

Mirka Chojnacka

Marek Stelar „Ukryci”, Wydawnictwo Filia, 2022

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>