Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Rozstania i powroty

Nie ma takich powieści nagrodzonych literackim Noblem, które dałyby początek całemu cyklowi. „Posiadacz”, pierwsza i najlepsza z „Sagi rodu Forsyte`ów” część wielotomowej historii rodzinnej (nad którą Galsworthy pracował ponad dwadzieścia lat), wciąż zachwyca i porusza, gdyż obok miłości i namiętności nie można przejść obojętnie.
W „Posiadaczu” najistotniejszym wątkiem są losy czwórki bohaterów: Soamesa, Ireny, June i Bossineya. Wprawdzie poznajemy zaraz na pierwszych stronach cały klan Forsyte`ów, ale szybko okazuje się, kto i co ma tak naprawdę znaczenie dla rozwoju akcji. Akcji, która odrobinę się wlecze, ale im dalej, tym łatwiej przyzwyczaić się do stylu Galsworthy`ego i docenić jego spojrzenie na ówczesną rzeczywistość. A było ono raczej pesymistyczne, z domieszką melancholii i szczyptą satyry.
Niegdyś uznałam, że litość i trwoga (katharsis), doznawane podczas odbioru dzieła literackiego czy filmowego sprawiają, że jest ono… dobre, piękne i prawdziwe. I taka jest powieść Galsworthy`ego. Zafascynowała mnie zwłaszcza postać Ireny, urodzonej buntowniczki, która zdecydowała się na „bycie” panią Forsyte`ową bez miłości, ale nie omieszkała okazywać tego mężowi. Podjęła nawet próbę rozstania. No cóż, może jednak miłość nie wszystko zwycięża? Współczułam i jej, i młodziutkiej June, porzuconej przez narzeczonego dla innej. Kibicowałam Irenie i Bossineyowi, bo to zrywająca wszelkie konwenanse miłość była, ale też Soamesowi, który nagle odkrywa, że kocha i to namiętnie. Nie mniej jest posiadaczem, a to czyni go człowiekiem bez skrupułów, który zdesperowany skorzysta ze swojego prawa własności… do żony.
A co z trwogą? Otóż, seks bez miłości zapewne jest możliwy, ale przejęłam się okrutnie sceną (w sumie bez sceny, Galsworthy pięknie to rozwiązał, odsyłam do tekstu), w której dwoje ludzi na różne sposoby przeżywa… stan posiadania. Ciało można posiąść, ale czy duszę? Soamesowi zależy na jednym i drugim, ale co tu zrobić, kiedy Irena jest myślami gdzie indziej? Nic. Można tylko udowodnić, kto tu rządzi. Zatrwożyło mnie takie postrzeganie związku, ale z drugiej strony, po co wychodzić za mąż bez uczucia? Sporo pytań stawia Galsworthy, zwłaszcza w odniesieniu do wszechobecnego zakłamania w erze wiktoriańskiej. Na niektóre będziemy musieli odpowiedzieć samodzielnie…
I o ile rozstania są bardzo trudne, to powroty chyba jeszcze trudniejsze. Podziwiam Irenę, która postawiła wszystko na jedną kartę z nadzieją, że już nigdy nie będzie musiała oddawać się w posiadanie, ale życie jak zawsze płata figle. Co czuła, przestępując ponownie próg domu? Jak bardzo zrezygnowała z siebie, by powrócić? Wszystko się kiedyś kończy, a droga do szczęścia czasem jest bardzo kręta, lecz warto nią podążać, zdaje się mówić Galsworthy. Uwierzmy doskonałemu obserwatorowi i spróbujmy przenieść się wraz z „Posiadaczem” do Londynu czasów rodzącego się modernizmu, by dostrzec to, co naprawdę w życiu jest ważne.

Mirka Chojnacka

John Galsworthy, Posiadacz, przekład: Róża Centnerszwerowa, Wydawnictwo Mg, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>