21 października 2017 r.

21 października 2017 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Bogaty zbiór e-książek

Bogaty zbiór e-książek

Książka w prezencie

Książka w prezencie

Współpraca

Współpraca

Rysuje nie tylko dla dzieci – rozmowa z Danielem de Latourem

Swoją przygodę z rysowaniem zaczął już w szkolnej świetlicy. Podczas ilustrowania dobrze się bawi. Jego rysunki można zobaczyć nie tylko w książkach dla dzieci.
Poniżej rozmowa z ilustratorem, Danielem de Latourem, który w listopadzie spotkał się ze szczecińskimi czytelnikami i wielbicielami jego twórczości.

Czy mały Daniel lubił rysować?

Bardzo, co więcej, nie przestał lubić.

Rysował pan również na lekcjach w szkole?

Z początku chyba jednak przeważnie po. Z przyjacielem, który notabene też został ilustratorem, spędzaliśmy razem popołudnia w szkolnej świetlicy, razem rysowaliśmy komiksy i bawiliśmy się w mole (ale nie w zwyczajne, tylko kosmiczne). Rysować na lekcjach na dobre zacząłem dopiero w liceum…

Ile zilustrowanych książek ma pan na swoim koncie?

Nieco ponad trzydzieści, nie licząc różnych podręczników.

Czy są to tylko książki dla dzieci?

Otóż wcale nie, książki dla dorosłych też, na szczęście, bywają (choć dużo rzadziej) ilustrowane, w końcu dorosłym też coś się od życia należy. No i ilustracje prasowe, tymi też się od czasu do czasu zajmuję.

Pamięta pan swój pierwszy, książkowy projekt?

Oczywiście – to była książka Agnieszki Wiszniewskiej-Matyszkiel „Fundacja dobrego diabła” i, niemal w tym samym czasie, dwie kolejne: Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel „Dzień z Edwardem” i Henryka Bardijewskiego „Wyprawa do kraju księcia Marginała”. Pamiętam dobrze, to w końcu nie było tak znowu dawno.

Czy wydawca i autorzy dają panu zwykle wolną rękę jeśli chodzi o ilustracje? A może jest to sztuka kompromisu i wielogodzinne ustalenia pomiędzy autorem, wydawcą i ilustratorem?

Przeważnie tak, dostaję tekst i mam wolną rękę, mogę z nim zrobić co mi wpadnie do głowy. Ale bywa i tak, że redakcja przeciw czemuś protestuje i wtedy wielogodzinnie ustalamy te oprotestowane fragmenty ilustracji. Albo i tak, że gadamy z Autorem/Autorką i wymyślamy sobie czasem to i owo razem. Czyli – jednak – różnie bywa…

Czy ilustrując „Księgę potworów” Michała Rusinka od razu miał pan pomysł na to jak przedstawić poszczególnych bohaterów tych tekstów?

Chyba tak, tę książkę się świetnie czyta i świetnie rysuje (niech Państwo koniecznie spróbują, naprawdę!).

Ulubiony potwór ze wspomnianej książki Michała Rusinka?

Chyba Minotaur. To w ogóle bliski mi potwór, a Michał nadał mu dość przewrotny charakter, czyniąc tę nieszczęsną postać jeszcze bliższą statystycznemu zjadaczowi książek.

Co czyta do poduszki, lub w wolnej chwili Daniel de Latour teraz, a co w dzieciństwie?

Chyba co mu wpadnie w ręce. W tej akurat chwili zebrane w jedną solidną cegiełkę -”Ziemiomorze” Ursuli Le Guin na zmianę z krótkimi, ale niezwykłymi historiami Marcela Schwoba i „Opowiadaniami drastycznymi” Brzechwy. Niestety, czytam bardzo powoli, i, również niestety, próbuję czytać wszystko naraz.

„Taki ilustrator książek dla dzieci, to ma świetną pracę. Pewnie się przy niej dobrze bawi”. Co odpowie pan na takie stwierdzenie?

No pewnie!

Ulubiony polski ilustrator? Może ma pan swojego mistrza?

Wychowywałem się na Szancerze, Boratyńskim, Uniechowskim, Wilkoniu, Maria Orłowskiej-Gabryś, jak wszyscy, nic niezwykłego :). Wtedy nie było wyboru, wszystkie książki dla dzieci były ilustrowane świetnie. Ale gdybym był mniejszy, to bardzo chętnie wychowywałbym się na ilustracjach Ewy i Pawła Pawlaków, Eli Wasiuczyńskiej, Joanny Concejo, czy Ewy Poklewskiej-Koziełło. A gdybym był dużo, dużo mniejszy, taki całkiem mały, to na książkach z obrazkami np. Marianny Oklejak, albo Marii Dek. Bardzo dużo dzieje się teraz bardzo fajnych rzeczy w polskiej ilustracji dla dzieci.
Już nie byłem dzieckiem, kiedy odkryłem Themersonów, no ale trudno, i tak ich bardzo, bardzo lubię.

A z zagranicznych?

Benjamin Chaud, Jon Klassen, Joan Sfar, Roland Topor, Tomi Ungerer, Pablo Auladell, Shaun Tan, sam nie wiem, to bardzo długa lista i pewnie za tydzień wyglądałaby zupełnie inaczej, bo jej połowę zapomnę, a przypomnę sobie tę drugą, której teraz nie pamiętam…

Jakie obrazy pozostaną w pana pamięci po pierwszej /mam nadzieję, nie ostatniej/ wizycie w Szczecinie?

Same przemiłe. Byłem w Szczecinie po raz pierwszy i mam wielką nadzieję, że nie ostatni. Przede wszystkim bardzo dziękuję za zaproszenie Kluboksięgarni Kulturka (urocze miejsce!), i dzielnym uczestnikom warsztatów w szczecińskim Pałacu Młodzieży. Wszystkim im należą się słowa uznania, ale szczególnie urzekł mnie pewien młody człowiek, który na spotkanie przyszedł z własnym egzemplarzem książki (co się okazało potem), zaczytanym niemal doszczętnie, z na pół urwanym grzbietem i fruwającymi luźno kartkami, i który (co się okazało najpierw, kiedy czytałem wszystkim dzieciom fragmenty „Księgi potworów”), ku mojemu bezgranicznemu zdziwieniu, znał ją na pamięć… Ot, po prostu, deklamował z pamięci, z miną uroczo znużoną (oj wiem, znam ten wierszyk też, tak samo jak tamten znam) to, co ja czytałem. Proszę mi wierzyć, to naprawdę fantastyczne uczucie, być współtwórcą czyjejś ulubionej książki.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję do zobaczenia ponownie …. w Szczecinie!

Z Danielem de Latourem rozmawiała Monika Wilczyńska

więcej zdjęć ze spotkania – TUTAJ

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>