Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Smutek Wielkich Prerii

imperiumDla tych, którzy wychowali się na opowieściach o Indianach, ta książka może być sporym zaskoczeniem. To nie tani, lukrowany obraz, pierwotnych mieszkańców prerii Ameryki. Książka S.C. Gwynne jest obszernym, dobrze udokumentowanym, obrazem historii wojowniczych Komanczów, zwanych mistrzami walk, wybijających się technikami przetrwania wśród innych plemion Indian. Okrutni, stosujący drastyczne metody pokonywania przeciwników (nie tylko białych bo z równym zapałem tępili np. Apaczów), byli niedościgłymi konnymi, wojownikami. To oni jako pierwsi dostrzegli potencjał w szybkim przemierzaniu olbrzymich terytoriów na koniach. To oni przejęli od hiszpańskich konkwistadorów to co mieli najcenniejsze – czystej, arabskiej krwi, rumaki. Zdobywali je w krwawy sposób licząc, że przyniosą im zwycięstwo.

Nie przeliczyli się – prawie sto lat królowali wraz z rumakami na Wielkich Preriach. Bali się ich i liczyli z nimi biali. Bo jak mieli przemieszczać się pionierzy na zachód skoro na ich drodze były rozległe terytoria Komanczów zwane Komanczerią? Mogli z rdzennymi mieszkańcami albo walczyć, albo handlować końmi, skórami bizonów i… wymieniać na dobra materialne białych jeńców, którzy mieli pecha dostać się do ich niewoli. Komancze byli wybredni, nie wszystkim białym darowali życie. Tylko tym, którzy mogli się im przydać – młodym kobietom, małym dzieciom, które adoptowali na przyszłych wojowników. Zdarzały się też wśród tych historii wyjątkowe opowieści – o białych squaw, które zostawszy żonami dzielnych wojowników rodziły im dzieci, akceptując z czasem kulturę i styl życia Czerwonoskórych. Ba, nie chciały już niczego zmieniać w swoim życiu, w tym wracać do swoich białych rodzin. Tak było z Cynthią Ann Parker porwaną w dzieciństwie przez Komanczów, która obdarzyła uczuciem swojego indiańskiego męża.

Opisy napaści na osiedla białych pionierów mogą przerażać czytelnika, ale czy nie znamy podobnych okrucieństw ze strony białych najeźdźców? Najeźdźców, którzy ogniem i mieczem wypleniali rdzennych mieszkańców tych obszarów? A wszystko to w imię wiary i miłości bliźniego. Można śmiało powiedzieć, że to Komancze zostali skrzywdzeni – wbrew obietnicom, zawartym licznym paktom i chytrej dyplomacji białych zostali w końcu wyrugowani ze swoich terenów, zamknięci z podłych rezerwatach, pozbawieni nadziei. Nie pomogli im nawet wybitni przedstawiciele nacji jak Quanah Parker – syn białej kobiety i Komancza. Ten wojownik, biznesmen, przywódca, zręczny polityk, a w końcu rzecznik swojego ludu tez nie potrafił uchronić braci od zagłady, odmienić biegu historii.

Książka, choć niełatwa w czytaniu (ze względu na rozliczne przypisy i odnośniki) warta jest lektury. To gorzka lekcja dla nas ludzi, bo mówi o tym, że nic nie trwa wiecznie, kończą się Imperia, nawet te świetnie zorganizowane. Nigdy nie wiemy, kto połakomi się na nasze terytorium, komu staniemy na drodze ekspansji. I pod jakim sztandarami wypowie nam wojnę.

EKa

S.C. Gwynne „Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów” – Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, przekład: Bartosz Hlebowicz

2 komentarze Smutek Wielkich Prerii

  • Bartosz Hlebowicz

    Szanowny Recenzencie/ Szanowna Recenzenzko,
    Jestem tłumaczem tej ksiązki i zapewniam, ze pisownia mojego nazwiska podana na stronie tytułowej ksiazki jest prawidłowa.
    Bartosz Hlebowicz
    p.s. „Czerwonoskórzy” jest określeniem obrazliwym. Oni tak naprawdę nie mieli czerwonych skór.

  • admin

    Za błąd w nazwisku przepraszamy! Już poprawione.

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>