Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Starość nie radość?

wigilia małgorzatyTa książka wcale nie jest wzruszającą opowieścią bożonarodzeniową. Nie jest przepełniona świąteczną magią. Wypełniają ją rozterki dnia codziennego starszej pani o imieniu Małgorzata. Autorka, Indii Desjardins, osadza akcję w dniu Wigilii po to, jak sądzę, aby wyraźnie pokazać czytelnikowi, że tytułowa bohaterka bardzo ceni sobie samotność. Nie jest to również w mojej opinii typowa książka dla dzieci. Wydawnictwo rekomenduje tę pozycję dopiero od dziesiątego roku życia. Ja dodam, że taki dziesięcioletni czytelnik powinien znać osobiście kogoś w podeszłym wieku. Najlepiej oczywiście, jeśli byłaby to babcia lub dziadek, ale mógłby to być także ktoś z sąsiedztwa. Wydaje mi się, że dopiero wówczas taki młody czytelnik odkryje, że w książce jest mowa o starości, a po lekturze tej książki będzie szanować oraz akceptować niekiedy dziwne i zaskakujące dla niego zachowania osób starszych. I to stanowi niewątpliwy walor tej książki.

Jeśli chodzi o samą Małgorzatę, to niestety z żalem muszę przyznać, że nie wzbudziła ona mojej sympatii. Być może zmieniłabym to swoje nieprzychylne nastawienie, gdyby dane mi było poznać Małgorzatę bliżej. Niestety nie znam historii jej życia. Po zapoznaniu się z treścią książki trudno mi pojąć, dlaczego osoba ponad osiemdziesięcioletnia, która stoi u progu życia, stroni od kontaktu ze swoimi dziećmi i wnukami. Rozumiem, że ceni sobie spokój i ciszę, ale nie rozumiem, dlaczego całkowicie się izoluje. Z tekstu klarownie wynika, że Małgorzata boi się śmierci. Boi się też, że przysporzy swoim dzieciom kłopotów i wyrzutów sumienia, jeśli bezpośrednią przyczyną jej śmierci stanie się nieudzielenie szybkiej pomocy.
Nić uczucia pomiędzy Małgorzatą a jej bliskimi snuje się zatem w jakiś sposób, dlaczego jednak jest taka długa i poplątana? Nasuwa mi się odpowiedź, że Małgorzata jest być może egocentryczką. Żyje sobie pomalutku w uporządkowanym świecie zamykającym się w obrębie mieszkania. Nikt jej nie zawraca głowy. Zasiada wygodnie przed telewizorem i nic ją więcej nie interesuje. Od czasu do czasu umila sobie także szarość dnia powszedniego poprzez podpatrywanie przez okno życia innych ludzi. Sama jednak jest skryta i tajemnicza, szczelnie zasuwa zasłony. Myśli o przemijaniu nachodzą ją dopiero wtenczas, gdy wyłącza telewizor, a u sąsiadów nie dzieje się akurat nic ciekawego. Skoro przeczuwa, że wkrótce umrze, to dlaczego nie chce odwiedzać swoich dzieci i wnuków. To niezwykłe, że nie chce skorzystać z okazji, jaką daje spotkanie przy wigilijnym stole, w trakcie którego mogłaby dowiedzieć się, co nowego u nich słychać. Ona przecież dała im kiedyś życie a dziś może wspomóc ich swoim doświadczeniem, radą, dobrym słowem i uśmiechem. Mogłaby też zwierzyć się im ze swoich trosk i obaw. Warunkiem jest wzajemna miłość, która gdzieś się zabłąkała, nie tylko u samej Małgorzaty, ale także u jej bliskich.
Zastanawiam się bowiem, dlaczego jej dzieci i wnuki nie dążą uparcie do tego, aby częściej przebywać wspólnie z mamą i babcią. Ponoć od czasu do czasu próbują ją gdzieś zabrać, ale ona woli podejmować ich w swoim mieszkaniu. Dlaczego jednak dzieci Małgorzaty nie podejmują takiej próby w ten wyjątkowy wieczór, jakim bez wątpienia jest wigilia Bożego Narodzenia. W mojej rodzinie nikt, zarówno młody jak i stary czy zdrowy albo chory, nie wyobraża sobie spędzenia ważnych dni w roku (jubileuszów, świąt itp.) poza gronem najbliższych osób, i to na podstawie własnego wyboru a nie w wyniku tzw. siły wyższej. Przecież rodzinne spotkania to najpiękniejsze chwile w życiu.
Dlaczego zatem dzieci Małgorzaty milczą? A może Małgorzata zasłużyła sobie na takie traktowanie? Może wcale nie stała się zgorzkniała dopiero na starość, lecz już wcześniej była rozgoryczona swoim losem i nie starała się zbudować dobrych relacji z dziećmi? A może to dzieci pomimo otrzymania starannego wychowania ze strony Małgorzaty i jej męża zmieniły się? Może dziś wolą trzymać się z daleka od wymagającej opieki matki i tak naprawdę wygodna jest dla nich jej decyzja o spędzaniu samotnie Wigilii i pozostałych dni w roku? Gdzie leży zatem przyczyna takiego stanu rzeczy? Po stronie wychowania dzieci przez rodziców czy zachowania dzieci wobec rodziców?
Przyznam, że dzieci Małgorzaty nie jawią mi się jako naśladowcy postaci siostrzeńca Ebenezera Scrooge’a, który jako syn kochającej matki postanowił do skutku rok w rok zapraszać na obiad bożonarodzeniowy swojego stetryczałego wujka. Dlatego też skłonna byłabym do postawienia tezy, iż to właśnie Małgorzata zaniedbywała niegdyś swoje obowiązki matczyne a dziś rzadko korzysta z przywilejów, jakie przynosi jej status matki i babci. Mimo dokonania takiej próby wytłumaczenia zaistniałej sytuacji nadal działa ona na mnie niepokojąco i każe mi postawić sobie kolejne pytania: Jaka ja będę w podeszłym wieku? Jak będą wobec mnie postępować moje dzieci? I dzieci ich dzieci? W odpowiedzi na te pytania wcale a wcale nie pomaga mi puenta tej historii, której oczywiście tu nie wyjawię. Zdradzę jedynie, że jest ona mi już od dawna wiadoma i w tym zakresie książka nie wnosi nic odkrywczego do mojego życia.

Na koniec warto wspomnieć o ilustracjach autorstwa Pascala Blanchet. One są kluczowe w tej książce. Utrzymane w klimacie retro z lat 60-tych XX wieku sprawiają, że czytelnik przenosi się w czasie. Bez nich sam tekst na pewno nie skusiłby mnie do przedstawienia moich, było nie było, bardzo osobistych refleksji. Wyraźnie odczuwa się, że Małgorzata stawiając na samotność dokonała świadomego wyboru. W mieszkaniu panuje idealny porządek. Próżno szukać tu śladów obecności wnuków w postaci np. leżącej gdzieś niedbale zabawki. Brak jest także zdjęć dzieci. W wyeksponowanym miejscu wisi sporej wielkości portret mężczyzny. Z pewnością przedstawia zmarłego męża Małgorzaty. To świadczy o tym, że Małgorzata żyje przeszłością. Ale gdzie podziały się wspomnienia związane z dziećmi? Brak śladów tych wspomnień utwierdza mnie w przekonaniu, że coś jest na rzeczy w jej obecnych relacjach z dziećmi. A to, że w tekście jest napisane, iż są to troskliwe dzieci mydli oczy czytelnikowi i kieruje go na niewłaściwą drogę. Wystarczy popatrzeć na ich sylwetki podczas jednej z wizyt u Małgorzaty. Niestety nie możemy spojrzeć im w oczy, ponieważ ich twarze zasłaniają czarno-białe fotografie ich uśmiechniętych buzi z dzieciństwa. Czy to oznacza, że dziś już się nie uśmiechają czy też jest to kolejny dowód na to, że Małgorzata żyje przeszłością? Im dłużej przyglądam się tym ilustracjom, tym więcej nasuwa mi się podobnych pytań.

Jestem przekonana, że każdy dorosły czytelnik sięgając po „Wigilię Małgorzaty” poczuje się, tak jak ja, zmuszony do dokonania własnych przemyśleń na temat starości. Ja dziś mogę wyznać, że nie chciałabym u schyłku swojego życia zamknąć się przed światem w czterech ścianach. Czas jednak pokaże, jak potoczy się mój los. Tymczasem pewne jest to, że „Wigilia Małgorzaty” na wskroś przenika czytelnika. Po jej przeczytaniu nie można spokojnie i obojętnie przejść do standardowych czynności dnia powszedniego. Ja przynajmniej nie mogłam. Ciekawa jestem, czy komuś to się uda. Zachęcam do podjęcia takiego wyzwania.

Wioleta Słoka

Wigilia Małgorzaty
tekst: India Desjardins
ilustracje: Pascal Blanchet
tłumaczenie: Jadwiga Jędryas

Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>