Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Straszliwa historyja

Uwielbiam Pilipiuka. Mówiłam już? Nie? No to uwielbiam. Głównie za postać Jakuba Wędrowycza i innych bohaterów jakubowych opowiadań. Do tych bezjakubowych musiałam się przekonać, choć trochę brakowało mi ulubionego klimatu odczyniania uroków, zdejmowania klątw i ratowania ludzkości metodami wyłonionymi z oparów bimbru. Z ciekawością więc sięgnęłam po „Upiora w ruderze”, który już samym tytułem nawiązuje do mojego ulubionego romansowego musicalu A. L. Webbera (polecam wersję z 2004 roku z Gerardem Butlerem w reżyserii Joela Schumachera). Ciekawa jestem, ile pozostałych nawiązań do innych tekstów kultury odnaleźliby w książce Wielkiego Grafomana tegoroczni maturzyści. Oczywiście, nie tylko tegoroczni i nie tylko maturzyści.

Zaskoczył mnie początek – myślę sobie, co to ma być? Druga strona, trzecia, ekhm, serio? Czytać dalej czy nie czytać? No ale przecież to mój Pilipiuk. Czytam. Narasta we mnie uczucie na literkę „w”. Czytam dalej. I nagle… olśnienie. Aha, to taka to będzie konwencja, dobrze, poddaję się i zobaczymy, co dalej. Wróć, skąd w 1812 roku dwa cebrzyki z lodem w sierpniu? Z lodowni, to proste, ale kwerendę musiałam przeprowadzić, z której wyniknęło, że na takie ustrojstwa mogły sobie wtedy pozwolić tylko bogate dwory, a Liszków do takich należał. Zanim stał się – strasznym (czyt. straszącym) dworem, więc historia Liszkowskiego dworu będzie… straszna!

Pełna trupów i kawałków porozrzucanych po sadzie ciał. Pełna porcelanowych zastaw, tajnych przejść i bimbru. Pełna duchów, podstępów i walk z okupantem. Tym niemieckim, sowieckim i tym komunistycznym. „Upiór w ruderze” zjawił mi się jako połączenie dwóch światów i to na dwóch poziomach – realno-upiornym i jakubowo-bezjakubowym. Tak, Pilipiuk doskonale „wybrnął” w tej historii. Fanom Wędrowycza pozwoli zaspokoić apetyt na samogon i wiejskie zapachy, innym spodoba się groteskowy świat peerelu. Słowem – nikt się nie rozczaruje, a nawet gdyby, to otrzyma porcję niecodziennej rozrywki z doskonale zarysowanymi bohaterami. Przemyślane, krótkie fabuły opowiadań rewelacyjnie oddają ducha okresu, w którym są osadzone. Pozostali czytelnicy docenią przede wszystkim humor – błyskotliwy, ale i refleksyjny miejscami. Gdyż jak tu przejść obojętnie nad takim szmatem historii Polski? Od 1812 do 2047? Nijak się nie da, a tyle atrakcji po drodze: „zajrzymy do klubu robotniczego, wygódki i odwszalni. Weźmiemy udział w zebraniu aktywu i ubeckiej popijawie. (…) Dla chętnych budowa chlewów, nocna jazda traktorem i kąpiel w gnojówce”. I jak tu nie uwielbiać Pilipiuka?

Mirka Chojnacka

Andrzej Pilipiuk „Upiór w ruderze”, Wydawnictwo Fabryka Słów, 2020

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>