16 marca 2019 r.

16 marca 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Straszna dusza

Mateusz Wiśniewski stworzył wyjątkowy świat, godny podziwu. Niełatwo jest wykreować tak skomplikowane uniwersum, z tyloma postaciami, krainami czy językami. Na miarę Tolkiena nieomal. Magia, intrygi, walki wręcz, szalone ucieczki i pościgi – a pośród nich bohater, którego pesymizm i wewnętrzne rozdarcie zarazi każdego.
Khael, szarooki złodziej, uciekający przed własną przeszłością (i teraźniejszością) w końcu będzie musiał się zmierzyć z samym sobą. Podobno zemsta łagodzi ból, ale czy to wystarczy? Szybko uda mu się dopaść przeciwników i odpłacić za swoją stratę, lecz odnalezienie spokoju duszy zajmie trochę czasu. A zleceń ciągle przybywa i przybywa, jedno rodzi następne, coraz niebezpieczniejsze i lepiej płatne. Jednakże, czego można się obawiać, mając za towarzysza i przyjaciela kharrengur? Niczego, chyba że złapie się stwora za ogon, przed czym przestrzega Duvuan Szepczący z Drzewami.

Przed czym natomiast mogę przestrzec ja, Mirka Pisząca Literami? Zastanówmy się… otóż, mogę raczej udzielić paru cennych rad, które warto wziąć sobie do serca. A mianowicie: zdania złożone podrzędnie rozdzielamy przecinkami („Gdy tylko zobaczył, co się dzieje…”), przed „bądź” nie stawiamy znaku interpunkcyjnego (chyba że spójnik się powtarza), a PS (postscriptum) zapisujemy bez kropek między literami (w języku polskim, bo w nim jest pisany tekst – przynajmniej tak się wydaje). Unikałabym również nieuzasadnionej metaforyzacji („Mięso wyjrzało na świat” czy „strzępy mózgu poleciały na wszystkie strony świata”), gdyż z zamierzenia drastyczny opis zamienia się w… groteskowy. Jeżeli intencją autora nie jest prowokacja czytelnika, to powinien dobierać środki językowe zgodnie z przyjętą konwencją stylistyczną – a tu już wkraczamy w świat estetyki i etyki językowej. Zalecenia można by mnożyć, ale jedno jest pewne – zbyteczna ozdobność stylu bardziej mu zaszkodzi niż wzniesie na wyżyny.

Niestety, okazało się, że im dalej w powieść, tym więcej błędów. Piętrzące się nieporadności osiągnęły apogeum gdzieś w okolicach 116-120 strony i wtedy powiedziałam – stop. Mimo bardzo dobrego i intrygującego początku, kiedy byłam nawet gotowa okrzyknąć Wiśniewskiego nowym Tolkienem, „Duor Vaah” obnażył przede mną swą straszną duszę… A naprawdę chciałam przeczytać całość, naprawdę… Nic to, wiem, że jestem w pewnym sensie „wypaczona”, ale nie mogę przejść obojętnie obok takiego nagromadzenia błędów. Nie potrafię i nie mogę, gdyż (sparafrazuję słowa Jana Kobuszewskiego ze skeczu o hydraulikach): „Młodzież to czyta, ona się uczy…”

Mirka Chojnacka
korekta: Piotr Motas

Mateusz Wiśniewski „Duor Vaah. Starsza dusza” t.1

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>