Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Sumienie Ameryki

Vonneguta nie trzeba chyba przedstawiać, ale przypomnę parę tytułów, coby młodsze pokolenie zachęcić może? Do czytania, rzecz jasna, ale to, że nakręcono filmy, też o czymś przecież świadczy. „Rzeźnia numer pięć” (sfilmowana), „Śniadanie mistrzów” (sfilmowane), „Matka noc” (sfilmowana). O „Syrenach z Tytana” (1959) już pisałam, dzisiaj przyszedł czas na pierwszą powieść autora „Kociej kołyski”, czyli „Pianolę”, wydaną w 1952 roku, a w Polsce dopiero w 1977. I tak sobie myślę, że Vonnegut, pisząc ten utwór w połowie ubiegłego wieku, nie spodziewał się zupełnie, że ktoś kiedyś o nim powie: „…nie trzeba chyba przedstawiać”. Zresztą do końca życia (2007) autor czuł się niespełniony i niedoceniony. A gdyby nie jego fantastyczne powieści, inspirujące innych autorów pytaniami egzystencjalnymi, zapewne nie doczekałabym się mojej ukochanej trylogii w pięciu księgach, czyli „Autostopem przez Galaktykę” D. Adamsa…

Coś w sumie jest na rzeczy z tym niespełnieniem. Zwłaszcza w „Pianoli”. A przecież Vonnegut miał dopiero trzydzieści lat! Niemniej jego obserwacje i analizy socjologiczne mogą porazić aktualnością. I przerazić. Konsumpcjonizm, dążenie do zaspokajania coraz to nowszych potrzeb, wyraźny podział na klasy i wszechobecna mechanizacja. Znacie? To posłuchajcie. O tym, jak w świecie po trzeciej już wojnie człowiek przestaje być potrzebny. Jak brak spełnienia prowadzi do utraty sensu egzystencji. Jak można marzyć o budowaniu przyszłości pracą własnych rąk, domku na wsi i braku elektryczności. Takiej hardcorowej agroturystyce, ale nie na dwutygodniowe wczasy, tylko na długi, długi czas, żeby móc poczuć się przydatnym.

Do tego dąży Paul Proteus, główny bohater debiutanckiej powieści Vonneguta. Nawet kupuje dom, zawozi tam żonę i… niestety, musicie sami doczytać, wątek małżeński wart jest uwagi. Paul rezygnuje z luksusów na rzecz fizycznej pracy w gospodarskim obejściu. Mało tego, staje się rewolucjonistą! Zwyczajnie marzy mu się inne życie w tym zindustrializowanym społeczeństwie, gdzie człowiek jest zwalniany z pracy przez maszynę, którą onegdaj sam zaprojektował. Tak, to przedsmak ironii i tragikomizmu, które przenikają ten antyutopijny utwór na wskroś. Świat „Pianoli” kręci się leniwie, akcja rozwija się spokojnie (do czasu), ale na każdej stronie znajdziecie charakterystyczne cechy stylu autora – cynizm, komizm i absurd. I moją ulubioną groteskę, która zakrzywiając czas i przestrzeń, dobiera się bezlitośnie do sedna. Sumienie Ameryki, o tak!

Jak to możliwe, żeby po 71 latach ta fantastyczna, jakby nie patrzeć, powieść się nie zdeaktualizowała? A może właśnie w tym momencie świat Proteusa stał się już naszą rzeczywistością? Zagadkę rozwiążecie, sięgając po „Pianolę” Kurta Vonneguta z genialną grafiką J. Chełmińskiego na okładce, która oddaje problematykę utworu i nawiązuje jednocześnie do tytułu. Ano tak, zapomniałabym zupełnie. Tytuł. Pianola była taką maszyną, a właściwie instrumentem muzycznym, który odtwarzał dźwięki z perforowanej taśmy (dość skomplikowane to było), a ktoś siedzący przy klawiaturze fortepianu, naciskając pedały, mógł udawać, że gra. Metaforycznie rzecz ujmując – iluzją może być życie, w którym sprawujący władzę ludzie są tylko dobrze opłacanymi aktorami, a szary człowiek jedynie bezwolnym wykonawcą. Albo… ale to już sobie sami zinterpretujcie, przeczytawszy książkę.

Mirka Chojnacka

Kurt Vonnegut „Pianola”, przekład: Wacław Niepokólczycki , Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>