Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Sypialnie wielkich miast

miasto-archipelag„Obcowanie z mapą to obcowanie z przestrzenią, którą ma się całkowicie na własność. Można z nią zrobić, co się chce. Mapa łudzi wolnością, obiecuje swobodę, zwalnia z obowiązków. Im jest dokładniejsza, tym łatwiej jej uwierzyć. Jest tylko jeden problem- wszystkie mapy kłamią.”
My, urodzeni w latach 70, 80 i wcześniej doskonale pamiętamy szkolny atlas geograficzny z mapą Polski podzieloną na 49 kolorowych puzzli. Jednak czy był to obraz prawdziwy? Czy tak wyglądała Polska Rzeczpospolita Ludowa? Jaki obraz Polski powiatowej wyłania się 18 lat po reformie administracyjnej?
Okazuje się, że żadna z opublikowanych w tamtych czasach map podziału administracyjnego nie była rzeczywistym odwzorowaniem istniejącego stanu rzeczy. Wielokolorowa mapa, którą pamiętamy sprzed lat to umowny, zafałszowany wizerunek oparty na zmyślnym oszustwie. Dlaczego? W latach 60 minionego stulecia komunistyczni stratedzy, by utrudnić ewentualną inwazję wrogich wojsk NATO, stworzyli mapy które miały ukryć przed wrogiem rzeczywisty kształt naszego kraju. Tym samym uznano, że prawdziwe i rzetelne plany potrzebne będą wyłącznie wojsku, więc do powszechnego użytku trafiły te fałszywe. Zaś tajemnicą Poliszynela był cel reformy z 1975 roku i przekształcenie dawnych 17 województw w 49 odrębnych jednostek, bo zmiana wprowadzona przez Edwarda Gierka miała przede wszystkim osłabić więzi regionalne. Powstały organy niejednorodne pod względem historycznym i kulturowym, zróżnicowane co do wielkości oraz liczby mieszkańców.
1989 był rokiem przełomu w Polsce i Europie  – opadła żelazna kurtyna, rząd komunistyczny stracił władzę. Rozwodem zakończył się także przymusowy mariaż z ZSRR, w 1993 wojska radzieckie ostatecznie wycofały się z naszego terytorium. Odszedł socjalizm, nastał kapitalizm i demokracja, w 1997 wprowadzono nową konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej. 1 stycznia 1999 roku z 49 województw uformowano nowy twór: powstało 16 województw rządowo-samorządowych i 315 powiatów. Reforma miała przede wszystkim usprawnić funkcjonowanie i koordynację władz w terenie i wyrównać szanse tych mniejszych. Czy tak się stało? Jakie są skutki reformy administracyjnej w średnich miastach, które w 1999 roku utraciły swój status? Filip Springer na podstawie mapy z 1976 roku konstruuje coś na kształt planu reporterskiej podróży i rusza w Polskę śladami 31 dawnych stolic wojewódzkich.

Swoją książkową podróż rozpoczyna nie opodal, gdyż pierwszym punktem naszej wspólnej wędrówki jest Koszalin. Historia tego miasta różni się od pozostałych, dzięki niej przenosimy się do dziewiętnastowiecznego Köslina, na moment zaglądając także do ówczesnego Stettina, Uckermünde i Berlina. Na miasto spoglądamy oczami rdzennego mieszkańca Rudolfa Clausiusa, niemieckiego naukowca, jednego z twórców zasad termodynamiki. Choć sama opowieść wybitnego fizyka może wydawać się jedynie sentymentalną fantazją autora, stała się doskonałym wstępem do książki. Springer ustami naukowca wyjaśnia nam zasadę wszechpotężnej i niepohamowanej entropii, która miast dążyć do równowagi we wszechświecie niszczy go stając się tym samym posępną personifikacją naszego istnienia w ogóle. Samotnie dryfujące na naszym polskim oceanie miejskie archipelagi jednocześnie wszystko łączy i dzieli. Z lektury wyłania się dość posępny obraz tych tonących, obumarłych, zapomnianych miast i miasteczek, z których na przełomie kilkunastu lat zniknął cały przemysł, po którym zostały jedynie fabryczne ruiny. Jak choćby słynna Calisia, kaliska fabryka fortepianów z charakterystycznym zapachem pustych hal, setkami bezużytecznych fortepianowych klawiszy i młoteczków. Przetrwała obie wojny, powstanie i dwie rewolucje ostatecznie dokonując żywota w 2007 roku. Z każdym rokiem kurczyły się fundusze napływające do miast powiatowych, a wraz z ich ubywaniem odpływała miejscowa ludność. Bo młodzi bez sentymentu opuszczają przykurzone rodzinne miasta, od lat wpatrzone w przeszłość, zgnębione, odrętwiałe i apatyczne. Nie wierzą, że w małym mieście cokolwiek może się udać, a pozostanie w nim odbierają jako życiową klęskę i niepowodzenie.

Jednym z kluczowych wniosków wyłaniających się po lekturze „Miasta Archipelag…” wydaje się coraz większe scentralizowanie życia społeczno-gospodarczego w dużych ośrodkach miejskich wraz z pogłębiającą się jednocześnie peryferyjnością tych pozostałych. Te duże żyją, mniejsze co najwyżej próbują przetrwać. Mieszkańcy dużych zapominają, że poza ich obwodem istnieje zupełnie inny świat. Przecież 40 milionowy kraj to nie tylko 16 głównych ośrodków, to także tzw. prowincja, gdzie życie gospodarcze i kulturalne – jeśli istnieje – po godzinie 17.00 całkowicie zamiera. Wtedy jego namiastką staje się przesiadywanie w popularnej sieci fast food – pod warunkiem, że znajduje się gdzieś w okolicy – lub codzienne szczegółowe studiowanie tej samej tablicy ogłoszeń. Albo kilku wystaw sklepowych na wymarłych ulicach.

Filip Springer to wrażliwy i wnikliwy obserwator/detektyw, który nigdy nie idzie na łatwiznę, chwyta za tematy dziwne, trudne, pozornie nieciekawe. W książce „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast” nie zagrał sztampą, nie odhaczał po kolei zwiedzanych miejsc. Rozdziały opracował tematycznie, według autorskiego klucza, dołączając do nich własne, bardzo mocne i sugestywne fotografie. Zobrazował i opisał ogromną przepaść pomiędzy Warszawą, miastami wojewódzkimi i resztą kraju. Na szczęście w oceanie smutku i przygnębienia odnalazł kilka jasnych punktów. Bo siłą miejsc zawsze są ludzie, ci którzy niczym Don Kichot z La Manchy wracają i walczą z powszechnym otępieniem, poczuciem krzywdy i tęsknotą za tym co minęło. Lokalni patrioci działają oddolnie, tworzą mikroświat, zakładają stowarzyszenia kulturalne, teatry, tworzą małe zakłady z klientelą z całego świata jak Pracownia Krawiecka DOR czy Księciu Litewski. Otwierają knajpy, kawiarnie, poświęcają pasji zarażając nią innych. Zapisują się w historii miasta czerwonym atramentem dowodząc, że jest inaczej niż wszyscy myślą. Że na złość wszystkiemu i wszystkim w małym mieście też się da.

Od miesięcy obserwowałam reporterski projekt „Miasto Archipelag” Filipa Springera. To pierwszy tego typu eksperyment dokumentalny w Polsce, który zaistniał jednocześnie w Internecie, na portalu społecznościowym, w rozgłośni radiowej i popularnym tygodniku. Wszyscy zainteresowani mogli obserwować powstawanie książki na bieżąco, od samego początku. „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast” to kolejna książka jednego z moich ulubionych publicystów. Springerowski styl charakteryzuje się ogromną wrażliwością, szacunkiem i wiedzą. Rzetelny reportaż przełamany lirycznymi opisami wraz z historią danego miejsca. To niełatwa i mało popularna tematyka, która zawsze zaskakuje i wciąga. Polecam!

Ewa Ciereszko

Filip Springer, Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast, Wydawnictwo: Karakter, Kraków 2016, Stron: 316

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>