Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Szczęśliwa pomyłka

Są lektury z młodości, których czytanie w dorosłym życiu jest ryzykowne. Zawsze boję się rozczarowań, bo nigdy nie wiadomo, czy bohater książki z dzieciństwa będzie nadal dla mnie interesującym towarzyszem.
W przypadku Ani, kolekcjonerki romantycznych cytatów, egzaltowanej dziewczynki z głową pełną wzniosłych myśli, których nie boi się wyrażać, rozczarowania nie było.
Wiele lat minęło od czasu lektury tej książki, choć w międzyczasie zdarzyło się nam spotkanie na ekranie, gdy odcinek po odcinku pochłaniałam serial “Ania, nie Anna”, a ja wciąż wzruszam się rozpaczą tej małej, gdy dowiaduje się, że jej wizyta na Zielonym Wzgórzu jest pomyłką. Pomyłką jakże szczęśliwą, co okaże się podczas dalszej lektury. Lecz na początku czytelnik wraz z Anią pogrąża się w “otchłani rozpaczy”, by potem zanurzyć w “morzu szczęścia”.

Bawi mnie nadal jej słowotok pełen wzniosłych słów. Śmieszą pomyłki, których (trzeba to zaznaczyć!) nigdy dwukrotnie nie popełnia! Wzruszają zachwyty nad przyrodą Wyspy Księcia Edwarda. Podziwiam jej dumę, honor i pracowitość (tak pewnie miało być, bo Ania to wzór cnót, który docenia się w miarę jej poznawania). No i oczywiście czekam, czekam w napięciu, kiedy wreszcie wybaczy temu przystojnemu Gilbertowi!
Ania to również przykład na to, jak można zachwycać się każdym drobiazgiem, pięknem świata, które wprawia ją radosne drżenie. To pochwała bujnej wyobraźni, która pozwala jej przetrwać najtrudniejsze chwile i dostarcza szeregu wzruszeń. Jej świat jest piękniejszy, bo zapełniają go nimfy, driady, boginki, skrzaty i bardziej ekscytujący dzięki duchom i zjawom. A pojawienie się “pokrewnych dusz” w jej życiu, przepełnia szczęściem.

Z uśmiechem czytam o tym, jak Maryla stara się ukryć pod płaszczykiem surowości wielką miłość do Ani. Wzrusza mnie Mateusz, który z uwielbieniem zawsze jest po jej stronie, a jego wyprawa do sklepu po materiał na suknię dla swej wychowanki wyciska łzy…

Cóż, może jestem tak samo egzaltowana jak Ania? I może nie łączy nas aż tak wiele, ale to chyba jej zasługa, że uwielbiam nadawać nazwy miejscom, do których wracam. Tym, które ich nie mają – odkryte zakątki leśne, ulubione zatoki nad Zalewem i tym, których nazwy powinny być ciekawsze.

Dziś czytając “Anię z Zielonego Wzgórza” w przekładzie Rozalii Bernsteinowej zwracam z pewnością większą uwagę na opisy przyrody, którą zachwyca się bohaterka. Szukam w internecie nazw roślin, marzę o wyprawie na zieloną Wyspę Księcia Edwarda, w poszukiwaniu sielskich klimatów wsi i miasteczek. I jeszcze bardziej cieszę się na kolejne spotkanie z Anią w nowym przekładzie Anny Bańkowskiej, która przywróciła oryginalne imiona postaciom literackim i nazwy geograficzne, o których pisała Lucy Maud Montgomery. To może być ciekawe doświadczenie.
Tymczasem polecam piękne wydanie ilustrowane w klasycznym przekładzie. Urocza okładka i ilustracje w środku książki oddają klimat tej opowieści. Pozycja dla miłośników Ani – obowiązkowa!

MW

Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza (wydanie ilustrowane), przekład: Rozalia Bernsteinowa, Wydawnictwo Mg, 2022

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>