Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Tajemnicza wyprawa Storma

Nikt nie lubi pisać wstępów ani pewnie ich czytać, więc miejmy to już za sobą, przechodząc od razu do meritum.
„Czarna Góra” to kolejny, dwunasty już zbiór opowiadań bezjakubowych Wielkiego Grafomana. Tak, właśnie – grafomana. Brnąc przez te pięć historii obiecywałam sobie, że tym razem nie będę piać z zachwytu nad moim ulubionym Pilipiukiem, tylko porządnie skrytykuję zarówno styl, jak i kompozycję, i co mi tam jeszcze się wystuka na klawiaturze. Niestety. Dotarłam do końca i doznałam objawienia. Ujrzałam jednak jakiś zamysł ratujący całość. Obyście i wy go dojrzeli, bo zapewne wynagrodzi te słabsze partie, kiedy się trochę na autora powkurzacie.

Co mnie tak wyprowadzało z równowagi? Myślałam długo, jak mam to napisać, w końcu doszłam do wniosku, że ja zwyczajnie cały czas źle odbieram bezjakubowość. Wypaczona zostałam przez przygody egzorcysty amatora i już. W sensie – nie ma Jakuba, nie ma zabawy. A przecież Pilipiuk mógł w ogóle nie stworzyć Wędrowycza i te opowiadania byłyby… no właśnie, jakie? Nijakie. To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, ale wcale tak nie jest. Nawet w ogóle tak nie jest. Tylko trzeba doczytać do końca.

Tytułowe opowiadanie jest chyba najlepsze, zasługiwałoby na rozwinięcie w pełnoprawną powieść. W środku trochę słabiej („Decha”, „Dwie czaszki”) niemniej postać Roberta Storma lubię i szanuję, choć czasem uskutecznia przydługie i zbyt erudycyjne gadki. Fakt, że imponuje wiedzą właściwie z każdej dziedziny, ale nachalnie i narcystycznie wręcz. No nic, niektórzy faceci tak mają. Za to „Grom” zachwycił mnie alternatywnym światem niepodległej Polski z Piłsudskim na wózku inwalidzkim i Mościckim jako konstruktorem bomby atomowej. Jak dla mnie perełka. Z kolei ostatnie, choć przewidywalne i miejscami naiwne, przenosi w czasy II wojny światowej, do Włoch i Wenecji, gdzie naziści, wykorzystując supermoce Antonia, będą próbowali odnaleźć rękopis Vivaldiego. Świetny pomysł, jednak pozostawia niedosyt i mam nadzieję, że Pilipiuk coś jeszcze z tej historii wyciśnie.

Wracając do Storma, muszę przyznać, że kogoś mi przypomina. Nie Indianę Jonesa, Pana Samochodzika, MacGyvera czy nawet Bonda, jak się o nim pisze. Gdy już będę wiedziała kogo, to dam znać. Na razie ma dla mnie coś z Jakuba, ale doprecyzuję to przy następnej recenzji dzieł Wielkiego Grafomana. A w tym miejscu oddam cześć silikonowej lalce Roberta, której obecność rozładowuje każde napięcie, a sceny rozmów z Isaurą rozśmieszają do łez. Przynajmniej mnie. Ostatnio widziana była w mundurku członkini preparandy nauczycielskiej z lat dwudziestych i kapelusiku. Milczała. Dobrze czasem z kimś mądrym pogadać…

Mirka Chojnacka

Andrzej Pilipiuk „Czarna Góra”, Wydawnictwo Fabryka Słów, 2021, Cykl: Światy Pilipiuka (tom 12)

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>