Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Terra Mirabili

Zastanawiam się, czy Lewis Carroll w najśmielszych snach spodziewał się aż takiej popularności swojej opowieści o dziewczynce pod ziemią – „Alice`s Adventures Under Ground”, pierwszej wersji książki z 1864 roku, której manuskrypt podarował młodziutkiej towarzyszce wycieczki łódką po Tamizie, Alice Liddell. Coś z tymi łódkami jest na rzeczy i Tamizą, gdyż powieść Jerome`a K. Jerome`a „Trzej panowie w łódce (nie licząc psa)” również przyniosła ogromną sławę jej autorowi. Wniosek nasuwa się sam – jeśli chcecie napisać bestseller, musicie wybrać się do Anglii i powiosłować trochę z nurtem Tamizy (lub pod prąd). W każdym razie, powieść o najsłynniejszej Alicji w dziejach światowej prozy ukazała się drukiem z grafikami Johna Tenniela w 1865 roku, trzy lata po pamiętnej wycieczce łódką. Trochę było perypetii z tym wydaniem, na szczęście w grudniu 1866 roku wznowiono książkę i cały nakład rozszedł się w mgnieniu oka.
Co sprawia, że „Alicja…” cieszy się w dalszym ciągu taką renomą? Maciej Słomczyński, tłumacz jednego z wydań, powiedział, że to jedyny przypadek w literaturze światowej, kiedy książka jest jednocześnie dla dzieci i dorosłych. Ukazała się w 125 językach (za Wikipedią), doczekała się też niezliczonych adaptacji i aluzji literackich czy filmowych. Jedną z moich ulubionych jest motyw Białego Królika w „Matriksie” (obecnie sióstr Wachowskich) i Szalonego Kapelusznika w wersji filmowej z Johnnym Deppem i Mią Wasikowską w reżyserii Tima Burtona (2010). Szkoda, że często „miesza się” obie Alicje (tę pod ziemią i tę po drugiej stronie) w jednym tekście kultury – Humpty Dumpty na przykład występuje w „Alicji po drugiej stronie lustra”, a pokazuje się go w dziełach z Krainą Czarów w tytule. Podobnie z innymi bohaterami. Nawiasem mówiąc, postać Humpty`ego Dumpty`ego stała się pełnoprawnym bohaterem historii „Kota w butach” z genialnym dubbingiem Zacha Galifianakisa w tej roli, a także wielu innych produkcji czy utworów literackich. Co tu dużo ukrywać, każdy element uniwersum „Alicji…” może być przyczynkiem do zupełnie nowej historii – Lewis Carroll był geniuszem i tyle.

Już, już, wracam do „Alicji w Krainie Czarów”. Tak błyskotliwych dysput nie znajdziecie NIGDZIE. Wczytałam się w nie tym razem jako dorosła osoba i… chapeau bas panie Dodgson (vel Lewis Carroll)! To jest poziom akademickich rozpraw na temat życia, wszechświata i całej reszty podany za pomocą herbatki i prostych, logicznych wywodów. A może totalnie absurdalnych? Ha, mieć ciastko czy zjeść ciastko? Skąd pomysł na takie dywagacje? Zastanawialiście się? Odpowiedź znajdziecie w rozmowach Alicji z Panem Gąsienicą czy Kotem z Cheshire… Kot, taa, pojawia się i znika, kiedy ma na to ochotę. Jak to kociska mają w zwyczaju. I żadne prawa go nie obowiązują – nawet wtedy, gdy Królowa każe ściąć mu głowę. A jak można to uczynić, kiedy kot nie ma tułowia? Można? Po co się nad tym zastanawiać, skoro i tak za chwilę rozpłynie się w powietrzu…

Życie jest jak pudełko czekoladek, podobno. A ja wam powiem, że jest jak talia kart, którą tasuje nieznana nam siła, a z obawy przed nią, dwójki i piątki pik czy trefl, będą przemalowywać białe róże na czerwone. Tak, jakby ta trawa na przyjazd szychy z partii rządzącej miała być zieleńsza. Nie miała – musiała być, inaczej potoczą się głowy… jakże aktualna jest opowieść Lewisa Carrolla – wystarczy jeden zły ruch, a dobrze zapowiadająca się kariera legnie w gruzach. A może wszystko to sen, z którego wyrwie nas brutalnie melodia ze smartfona, dająca znać, że czas już nadszedł… „Nie, nie, nie budźcie mnie, śni mi się tak ciekawie…” śpiewała Kalina Jędrusik w Kabarecie Starszych Panów. Ciekawie na tyle, by pozostać w krainie dziwów, zagrać w krokieta jeżami czy zatańczyć rakowego kadryla. Alicja wróciła gwałtownie do rzeczywistości, ale kto powiedział, że śniła? Pragmatyczni dorośli? Heh.

Nie jestem przekonana, czy obie Alicje… Ech, chciałam napisać, że to zdecydowanie książki dla dorosłych, ale jednak nie (vide Słomczyński). Przypomniałam sobie, jakie wrażenie zrobiły na mnie, kiedy byłam małą dziewczynką. No kto się całymi godzinami bawił w herbatkę u Szalonego Kapelusznika? Palec do budki! A kto plakatówkami malował na czerwono białe kwiatki? Zaglądał w każdą dziurę w ziemi i wypatrywał królika, chciał mieć zegarek na łańcuszku i szybko, najszybciej w świecie urosnąć? No kto? Nawet grzyby polubiłam, przecież Alicja je jadała! I próbowałam, jak to mawiają dorośli, być głupio-mądra, czyli prowadzić rozmowy z nimi w stylu Kota z Cheshire. Jakby nie patrzeć, przecież wszyscy jesteśmy szaleni tutaj… Mogłabym pisać i pisać o Krainie Czarów, ale chyba czas wiosłować do brzegu tą łódką. Zapraszam więc do Terra Mirabili*, być może znajdziecie w niej klucz do najpiękniejszego ogrodu na świecie. Trzeba tylko zajrzeć przez dziurkę.

*Kraina/Ziemia Cudów w tłumaczeniu na język łaciński angielskiego Wonderland w tytule oryginału.

Mirka Chojnacka

Lewis Carroll „Alicja w Krainie Czarów”, przekład: Antoni Marianowicz, Wydawnictwo Mg, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>