Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

W PRL na bogato

Luksus i PRL, dwa sprzeczne słowa i światy, które naprawdę istniały równolegle. Kiedy pod koniec lat 70-tych wprowadzałem się jako mały chłopiec na nowe osiedle w Szczecinie, nie miałem pojęcia, że ktoś może żyć na innym, wyższym poziomie. Zamieszkanie tam zweryfikowało moją wiedzę o czasach Polski Ludowej. Większą część mieszkańców bloku stanowili rybacy i marynarze. Jakże zazdrościłem im pierwszych kolorowych telewizorów, samochodów, boazerii sosnowej w przedpokoju i szału lat 80-tych – magnetowidu i zakupów w Peweksie czy Baltonie.

Koledzy zawsze pytali swoich mam kiedy tata wraca z rejsu (co prawda parę dni później pytali ojca kiedy wyjeżdża), ale dopiero książka pani Boćkowskiej uzmysłowiła mi paradoks brzemienia luksusu w PRL-u. Na przykładzie marynarzy z Gdyni autorka opisuje ile w tym wszystkim było zwykłego (a może „nadzwykłego”?) kombinowania, takiego naszego polskiego obchodzenia, naginania przepisów, swojskiego „tu kupię, tam sprzedam”. Z książki dowiemy się jak statkami handlowymi naszej floty powoli wpływał do kraju „Zachód”, jak marynarze przemycali towar, jak udało się wybudować w Gdyni osiedle domków jednorodzinnych tzw. „Zegarkowo” (a w czasach tow. Wiesława nie było to ani proste ani łatwe), jak wyglądało życie dzieci i żon, które zostawały same po wyjeździe mężów.

Ale historie zawarte w książce to nie tylko opowieści o wilkach morskich. W PRL-u do względnego bogactwa dochodzili również ludzie pomysłowi, lawirujący w gąszczu absurdalnych przepisów i sytuacji, np. potomkowie arystokracji, którzy otwierali pieczarkarnię wg starej broszury napisanej przez hrabinę Potocką „O uprawie pieczarek w czasach niedostatku”. Poznajemy nietuzinkowych mieszkańców republiki „Saskiej Kępy” i ich sposoby na to aby w siermiężnej rzeczywistości żyć na podobnym poziomie i podobnie jak przed wojną. Na stronach książki pojawiają się i pierwsi ajenci restauracji, i tzw badylarze, i kierownicy instytucji handlowych ze Śląska – panowie i władcy zaopatrzenia sklepów, i dewizowi goście hotelu Victoria.

Nade wszystko jednak dzięki „Księżycowi” poznamy naturę zapomnianych dzisiaj instytucji: PEWEXu i Baltony. W pierwszej z nich zakupy mógł zrobić każdy obywatel posiadający bony PKO i obcą walutę, do wyboru wśród artykułów ze zgniłego Zachodu była np. polska szynka eksportowa Polish Ham. W drugiej natomiast zaopatrywali się tylko marynarze i ich rodziny za okazaniem książeczki marynarskiej.

Czy dzisiaj wyzbyłem się zazdrości do dóbr moich kolegów z dzieciństwa? Trochę tak, mimo że wciąż dobrze pamiętam dziecięcą tęsknotę za kolorami i zapachami „zza granicy” w wiecznie niezaopatrzonej rzeczywistości. „Księżyc z Peweksu” ukazuje jednak cenę tych luksusów – cenę jaką płacili nasi rodzice i inni dorośli abyśmy, my młodzi mogli być jego konsumentami.

Pani Aleksandra Boćkowska w doskonały sposób opisała ten blichtr i „luksus w PRL-u”. Czytelnikom ciekawym minionych czasów wyjaśni i wprowadzi w tajniki bardzo skomplikowanego funkcjonowania w peerelowskiej rzeczywistości, zaś pamiętającym ludziom tamte czasy pomoże obudzić odrobinę już przykurzone wspomnienia. Polecam.

Marek Piątkowski

Aleksandra Boćkowska „Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL ”, Wydawnictwo Czarne, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>