12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Winne interesy

Jak to jest, gdy czyta się książkę, w której prawie wszystko można przewidzieć, a jednak trzyma w napięciu? Może dlatego, że ciesząc się jak dzieci z dobrze odgadniętego zwrotu akcji, przeczuwamy niespodzianki? A może z satysfakcji płynącej z poczucia własnej (czytelniczej) wartości: „Och, przecież to było oczywiste” albo: „A nie mówiłem?”, któraż to satysfakcja staje się jeszcze większa przy samym końcu powieści, gdy nie damy się pisarzowi (mimo usilnych starań) wywieść w pole? Zapewne ze wszystkich wyżej wymienionych powodów, a także dlatego, że autorami są Charles Dickens i Wilkie Collins – dwóch przyjaciół, którzy mimo dzielącej ich różnicy wieku (12 lat), razem przetrwali wiele burz i stworzyli wiele dzieł.

Nie mogę napisać o „Bez wyjścia”, nie nakreślając biograficznego kontekstu tego utworu – otóż wielka przyjaźń Dickensa i Collinsa narodziła się na scenie i przetrwała bez mała dwadzieścia lat. Wilkie amatorsko zagrał w jednej ze sztuk Charlesa w 1851 roku i już rok później spędził lato w domu Dickensa w Dover. W 1852 roku ukazało się (dzięki Dickensowi) pierwsze opowiadanie Collinsa, w 1857 „Kobieta w bieli”, a w 1862 Dickens pomógł skończyć „No Name” uzależnionemu od opium przyjacielowi (doskonale naśladując jego styl). Ciekawe, że gdy po śmierci autora „Opowieści wigilijnej” zaproponowano Collinsowi dokończenie „Edwina Drooda”, ten odmówił! Niemniej, obaj w 1867 roku stworzyli „No Thoroughfare: A Drama in Five Acts” („Bez wyjścia”) i było to ich ostatnie wspólne dzieło sceniczne przed śmiercią Dickensa w 1870 roku.*

I właśnie – dzieło sceniczne! Wystawione po raz pierwszy w Boże Narodzenie 1867 roku na deskach teatru, ale równocześnie drukowane periodycznie jako powieść dla tych, którzy mieli pojęcie o oryginalnym przeznaczeniu utworu. No i otóż jednym z takich czytelników (wprawdzie już w XXI wieku) NIE okazałam się być ja… jakoś w połowie pierwszego rozdziału naszła mnie myśl, że doskonale ta powieść nadawałaby się na scenę (mało narracji, same dialogi prawie, opisy jak didaskalia) i proszę, trzeba było trochę doczytać w „internetach”, żeby zdać sobie sprawę z własnej niewiedzy. Jakżeż ja się uspokoję? A wystarczyło otworzyć spis treści i zobaczyć tytuły rozdziałów – prolog, akt I, akt II itd. Nic to, człowiek całe życie się uczy…

Historia jest dość prosta – dwóch chłopców oddanych do sierocińca omyłkowo otrzymuje to samo nazwisko – Walter Wilding, ale ich życia potoczą się zupełnie inaczej. Spadkobiercy jednego z nich dołożą wszelkich starań, aby wyjaśnić fatalną omyłkę. Pojawi się też bardzo, bardzo czarny charakter (Obenreizer), jak dla mnie protoplasta Bondowskich złoczyńców. Tylko wielkiego fotela i białego kota na ręku mu brakuje… Będzie i wielka przyjaźń, która wszystko zwycięży, nie dając za wygraną. Będzie śmierć, miłość i… winne (butelkowane) interesy. I mroczna Anglia.

Tak naprawdę prozatorskie „Bez wyjścia” jest dziełem Dickensa, Collins brał udział w pisaniu tylko dwóch rozdziałów, zaś przy tworzeniu sztuki – to Dickens asystował Collinsowi. Wiele bym dała, by zobaczyć w teatrze najdramatyczniejszą scenę, kiedy główny bohater, w Alpach Szwajcarskich… oj, punkt kulminacyjny bym zdradziła i co by komu przyszło wtedy z czytania? I choć wiele można przewidzieć, to losy bohaterów pełne są niespodzianek, a klimat rodem z wiktoriańskich czasów, jak zawsze mistrzowsko skreślony, tym razem dłońmi duetu Dickens & Collins.

*za: blog.bookstellyouwhy.com i en.wikipedia.org

Mirka Chojnacka

Charles Dickens Wilkie Collins,Bez wyjścia, Wydawnictwo Mg, 2019

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>