Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Wszystko jest możliwe

4 pustynie„Rozsądek nie powinien być ogólną zasadą, wedle której każdy z nas rozgrywa całe swoje życie, a przynajmniej nie jeśli to wynika z lęku przed porażką. Bycie nierozsądnym otwiera możliwości: by zmienić to, jak postrzegamy przeciwności losu, wykorzystać życiowe okazje i tak rozegrać partię z życiem, aby wygrać.”

Doskonale pamiętam swoje biegowe początki. 4 lata temu postanowiłem kilka razy w tygodniu chwytając za torbę ze sportowym rynsztunkiem, skierować swe kroki do klubu fitness, by tam zmierzyć się z własnymi słabościami. Na początku wskakując na automatyczną bieżnię szybko traciłem oddech, lecz każda kolejna minuta w biegu, każdy przekroczony kilometr napawały mnie coraz większą dumą. Obrazy z niedalekiej przeszłości stanęły mi przed oczami w czasie lektury książki „4 pustynie. Biegnij i znajdź własną drogę” Daniela Lewczuka. Autorowi, podobnie jak mnie, daleko było do zawodowego sportowca. Choć na studiach intensywnie grywał w koszykówkę, z czasem zarzucił aktywny tryb życia na rzecz kibicowania sportowcom z pilotem w dłoni. Minęło dobrych kilkanaście lat, byłemu koszykarzowi przybyło sporo kilogramów, a obwód pasa znacznie się powiększył. Statecznemu, trzydziestoparoletniemu biznesmenowi o wzroście 185 cm z nadmiarem tkanki tłuszczowej, po osiągnięciu słusznej wagi 116 kg, nagle zapaliła się czerwona lampka, gdy zmuszony był poddać się operacji kolana spowodowanej otyłością. Ten moment okazał się dla niego przełomowy. Spowodował, że po raz pierwszy w życiu Daniel -podobnie jak ja- ruszył do klubu fitness.

Początki nigdy nie są łatwe. Dla bohatera i autora książki przepłynięcie choćby jednej długości basenu okazało się nie lada wysiłkiem. Mężczyzna jednak nie zamierzał się poddawać, postanowił jedynie zmienić strategię przenosząc się na bieżnię automatyczną. Niestety, tutaj wcale nie było lepiej. Pokonanie kilometra truchtem również okazało się ponad jego siły. Mimo że pływanie szło mu równie słabo jak bieganie, Daniel postanowił, że nie będzie się zrażał. Zastanowiwszy się uznał, że umiejętność jazdy na rowerze wystarczy, by zapisać się na triatlon. Nie zraziła go nawet reakcja żony, która wyśmiała jego plany, wręcz przeciwnie- stała się dodatkową motywacją dla podjęcia tego, dość karkołomnego na tamtą chwilę wyzwania. Każdego dnia skoro świt pojawiał się siłowni, aby jeszcze przed pracą zaliczyć szczegółowo opracowany trening. Pod okiem instruktora doskonalił technikę pływania, a kondycję poprawiał objeżdżając rowerem podwarszawskie miejscowości. Dzień po dniu, z każdym kolejnym treningiem czuł i zauważał postępy. To coraz mocniej utwierdzało go w słuszności podjętego wyzwania.

Dwa lata po operacji i rok po podjęciu decyzji o całkowitej zmianie, Daniel Lewczuk resztkami sił pokonał swój pierwszy triatlon. Po nim zaczął startować regularnie w kolejnych zawodach triatlonowych na coraz dłuższych dystansach. Miał marzenie: chciał zrobić coś, czego nie dokonał do tej pory żaden Polak. Tym czymś było zmierzenie się z jedną z najtrudniejszych prób wytrzymałościowych na świecie – zawodów 4 DRS (Deserts Races Series) polegających na przebiegnięciu 4 pustyń – Sahary, Atacamy i Gobi wraz z udziałem w zawodach w warunkach polarnych na Antarktydzie. W każdym z tych biegów uczestnicy muszą w ciągu kilku dni pokonać 250 km odcinek, mieszcząc się w ściśle określonych limitach czasowych. Danielowi Lewczukowi udało się tego dokonać w 2014 roku. Ukończył ten morderczy bieg jako jeden z trzech pierwszych Polaków.

Dziś, z perspektywy mojej własnej przygody z bieganiem, po ukończonych 3 maratonach, tym większym szacunkiem darzę autora „4 pustyń…” i z podziwem patrzę na wyzwania jakie przed sobą postawił. Nie można tego porównać z uczestnictwem w zorganizowanych zawodach z pełną obsługą i ustawionymi punktami odżywczymi, które przecież dla amatora także stanowią niebywały wysiłek. Pokonanie 4 odcinków o długości 250 km w skrajnym upale, czy przeraźliwym mrozie jest wyczynem niewyobrażalnym, na granicy ryzyka, czy brawury. Autor książki był zdany tylko na siebie i szczegółowo dobrany ekwipunek, który niósł całą drogę na własnych plecach, a każdy gram oprócz swojego ciężaru, miał niebagatelne znaczenie.

„4 pustynie. Biegnij i znajdź własną drogę” Daniela Lewczuka to prawdziwa kopalnia motywacji. Każda kolejna strona historii, w której nieco zbyt otyły biznesmen przeobraża się w prawdziwego twardziela, pozwala nam uwierzyć, że każdy może osiągnąć obrany cel, przesuwać swoje granice, wystarczy tylko odłożyć pilota i zacząć truchtać. Książkę wzbogacono wieloma fotografiami autora, dokumentującymi jego zmagania począwszy od pierwszych kroków na bieżni, poprzez zdjęcia z kolejnych triatlonów, po piękne widoki z egzotycznych wypraw. Lekturę kończy posłowie, którego autorem jest Stefan Danis – Francuz, uczestnik zawodów 4 DRS. Jego ścieżki biegowe skrzyżowały się z drogami Daniela Lewczuka, to on zainspirował autora do przyjęcia tego niecodziennego wyzwania.

Daniel Lewczuk jest przedsiębiorcą, ultramaratończykiem, inwestorem, Aniołem Biznesu, mówcą motywacyjnym, czynnie angażuje się w działania charytatywne. Jednak swojej przygody z bieganiem nie zakończył wraz z pokonaniem 4 pustyń, wciąż startuje w maratonach i ultramaratonach. Na stronie internetowej www.daniellewczuk.pl można śledzić jego poczynania, poznać opinie ludzi sportu, globtroterów, podróżników dotyczące jego osiągnięć sportowych. Bo warto zdać sobie sprawę, że walkę Daniela Lewczuka z 4 pustyniami opisaną w książce ukończyło do tej pory kilka razy mniej osób, niż corocznie wchodzi na szczyt Mount Everest. Szczególnie polecam lekturę aktywnym biegaczom, a także tym, którzy dopiero planują ruszyć z kanapy. Wszystko jest możliwe!

Dariusz Fleszar

Daniel Lewczuk, 4 Pustynie. Biegnij i znajdź własną drogę, Wydawnictwo: Agora, Ilość stron: 223

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>