Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Z zamku do zamku” – groteskowy koniec świata

„Z zamku do zamku” to wydana w 1957 roku pierwsza część wojennej trylogii Céline’a obejmującej jeszcze powieści „Nord” (1960) oraz „Rigodon” (1969, pośmiertnie), które nie ukazały się w Polsce. Autor rozlicza się w nich ze swoją kolaborancką przeszłością, wspomina trudny okres drugiej wojny światowej, nie okazując przy tym żadnej skruchy ; wręcz przeciwnie, nie zostawiając na nikim suchej nitki, Céline przystępuje do zażartego ataku, do końca broniąc swojej przegranej sprawy.

Trzeba przy tym nadmienić, że „Z zamku…” jest książką napisaną w oryginalny sposób – w zasadzie nie występują w niej zdania zakończone kropką – zamiast tego mamy wielokropki i wykrzykniki, sztandarowe narzędzia stylu tego autora. Rozwój takiego sposobu pisania możemy obserwować w kolejnych powieściach – język „Podróży do kresu nocy” jest przy treści „Z zamku…” uładzony, spokojny, niemalże grzeczny. Céline wielokrotnie zmieniał styl – jego następna powieść, „Śmierć na kredyt”, została już porównana przez krytykę nawet do wylewającego się ścieku. Zdania są coraz częściej urywane, poszarpane, ”nerwowe” i agresywne. W połączeniu z brutalną szczerością i konsekwentną negacją niemal wszystkich cnót, prawd i wartości, w jakie wierzy większość ludzi, proza Céline’a niezmiennie zadziwia i szokuje odbiorcę.

Pierwsze 120 z 300 stron powieści „Z zamku do zamku” to wgląd w obecne życie autora – człowieka odrzuconego niemal przez wszystkich, który znajduje upragniony spokój w domu swojej żony na peryferiach Paryża, w miejscu otoczonym solidnym ogrodzeniem i chronionym sforą psów obronnych. Sąsiedzi nie są zadowoleni z jego obecności, a okolica obwieszona jest plakatami przedstawiającymi go jako narodową hańbę i żydożercę. Ale, według samego Céline’a, to nie jego antysemickie pamflety zadecydowały o powszechnej niechęci bliźnich, lecz fakt, że jako lekarz nie posiada samochodu, jest więc nikim. Do swoich nielicznych pacjentów, którzy mu jeszcze pozostali, udaje się na piechotę – i jest to rzecz niebywała, wywołująca złośliwość i pogardę.

W chwili pisania książki Céline miał 63 lata i brak jakichkolwiek złudzeń co do tego, jak obecnie jest najczęściej odbierany – jako zrzędliwy ”stary ramol”, garbaty i zapluty ”zboczur”, który nie posiada już uroku osobistego, jak młodsi koledzy po fachu. Na początku stwierdza wprost: Tak całkiem szczerze, między nami, to kończę jeszcze gorzej, niż zacząłem… Céline atakuje jednak swoich licznych przeciwników (z satysfakcją obserwując, jak po kolei umierają wcześniej od niego), swoich chciwych wydawców, wyśmiewa niedoszłych zabójców i członków francuskiego ruchu oporu, którzy co prawda nie dorwali jego samego, ale całkowicie zniszczyli jego mieszkanie, motor, rękopisy oraz rozkradli całą resztę jego dobytku. Opisuje także kulisy swojego aresztowania 27 marca 1945 roku w Danii, przesłuchania (”Czy przekazał pan Niemcom plany linii Maginota?”), dwa lata spędzone w kopenhaskim więzieniu Vesterfangsel – 6 metrów pod ziemią w celi dla skazanych na śmierć o wymiarach 3 na 3 metry.

Potem przenosimy się w czasie do właściwej akcji powieści, do roku 1944, w którym Céline ze swoją żoną Lili i kotem Bebertem uciekają z Francji do Rzeszy. Po udanym lądowaniem aliantów w Normandii i wyzwoleniu Francji, rozpoczyna się polowanie na zdrajców. Schronienie znajdują na zamku Sigmaringen (w książce: Siegmaringen), niegdyś malowniczej i bogatej rezydencji rodu Hohenzollernów, a obecnie enklawy marionetkowego rządu Vichy na wygnaniu. Ta część powieści bywa określana jako satyra na kolaborantów i jest to określenie bardzo trafne. Céline ukazuje w niej życie wśród 1142 uchodźców politycznych i ich bliskich (wszyscy z paragrafem 75 koło dupy jak sam pisze), w niemalże bajkowym, spokojnym i pięknym otoczeniu zamku i cichego, niemieckiego miasteczka. Ale wojna wciąż trwa i przybiera coraz gorszy obrót ; nawet niewinny spacer rządu Pétaina przeradza się w chaotyczną ucieczkę przed myśliwcami RAF-u – znikąd nadziei wobec przytłaczającej przewagi aliantów, bezkarnie koszących seriami ludzi pod niemieckim niebem. Wszyscy robią dobrą minę do złej gry, ale jednocześnie nie daje im spokoju myśl o ucieczce bądź bezcennej kapsułce cyjanku.

Największą panikę wywołuje posuwająca się do przodu armia gen. Leclerca, o której mówi się, że jest dziką, krwiożerczą bandą uzbrojonych w maczety Senegalczyków. Niektórzy łudzą się jeszcze ”cudowną bronią” lub przelaną krwią, dzięki której ziemia rzekomo ma jeszcze kiedyś wydać narodowo-socjalistyczny plon. Sytuacja przedstawia się tak, że Niemcy i Francuzi nie ufają sobie nawzajem, a w obliczu nieuchronnej klęski każdy myśli tylko o sobie. Sam Céline zajęty jest leczeniem, podczas gdy wszędzie dookoła brakuje lekarstw, a dworzec (gdzie nawet brzemienne kobiety oddają się rozpuście), który przyjmuje bezładne fale uciekinierów, w każdej chwili może wylecieć w powietrze, wysadzony zaledwie paroma celnymi bombami Anglików…

Podejrzewając, że w niedalekiej przyszłości może zostać wykorzystany przez innych kolaborantów jako idealny kozioł ofiarny, Céline zaczyna w tajemnicy szukać możliwości ucieczki z zamku Sigmaringen.

Céline stary, wykluczony, agresywny. Nigdy nie poddający się, zawsze gotowy do ataku, zdecydowany. Robert Stromberg, który przeprowadził z nim wywiad w 1961 roku, napisał : ”(…)jeśli pozostał w nim jakikolwiek duch, co wydaje się wątpliwe, jest to duch, który mówi: ”Ja wiem, czym jest odpowiednia muzyka… znam właściwą melodię… oni niczego nie słyszą…”.

Historię piszą zwycięzcy. Ich wersja jest wszędzie i wszyscy ją znamy. A Céline napisał swoją historię – historię pokonanych, tych złych i potępionych. Świat jego książki jest pełen żałosnych, przegranych istot pogrążających się w wojennym szaleństwie, do końca odgrywających swoje role, dbających o pozory – są jednak straceni już za życia, jest dla nich za późno. Stanęli po niewłaściwej stronie barykady, więc muszą cierpieć.

Céline zaskakuje. Odmawia przeprowadzenia aborcji. Na własną prośbę zostaje mianowany przez szefa rządu Vichy, Pierre’a Lavala, gubernatorem wysp Saint-Pierre i Miquelon – w chwili pisania książki teoretycznie nim pozostawał. Takich ciekawostek jest więcej.

„Z zamku…” może być wstrząsająca lekturą – najbardziej poruszył mnie fragment, w którym Celine zdradza, że jego matkę pochowano bezimiennie ; nie chciano, żeby ludzie, przechodząc, spluwali na jej grób.

Bezkompromisowa orgia wielokropków i wykrzykników przez 300 stron!… Potok inwektyw, bezlitosnej ironii oraz cynizmu!… I jeszcze żadnej skruchy! Nawet malutkiej odrobinki, takiej tyci-tyci! Powinien się cieszyć, że przeżył wojnę, a nie jeszcze mieć czelność wciąż narzekać!… Co za łajdak, och, ach!… Nie każdemu się to spodoba, muszę przyznać szczerze… Ale taka już jest ta książka, to tyle, koniec i wykrzyknik! Może macie na nią ochotę, co?

Charakter „Z zamku…” idealnie podkreśla okładka, na której znajduje się depresyjny obraz Goi pod tytułem ”Pies zagrzebany w piachu”. Powieść znakomicie oddaje wzbierająca złość, przytłaczający smutek i gorycz całkowitej klęski. Szczera i prawdziwa w swojej brutalności. Bez wiary, nadziei i miłości – Céline w świetnej formie!

Schnee

Louis-Ferdinand Céline, Z zamku do zamku, Wydawca: Świat Literacki 1957

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>