SOBOTA – 9 września 2023

SOBOTA – 9 września 2023

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Zbrodnia z poezją w tle

Lato to czas kryminałów. Wiadomo, że mistrzami tego gatunku są Skandynawowie. Bardzo cieszę się, że ostatnio Polska nie zostaje w tej dziedzinie z tyłu. Na rynku pojawia się coraz więcej rodzimych produkcji. Jedną z nich jest powieść „Limeryki zbrodni” Janusza Miki

W belgijskim miasteczku w Brugii zamordowany zostaje starszy pan. Wkrótce w podobny sposób ginie inny staruszek – tym razem w Polsce. Przy obu panach znaleziono kartki z limerykami. Oba morderstwa nie mają tła rabunkowego, a wyglądają na likwidację. Tym bardziej, że obaj panowie mają wspólną mroczną przeszłość. Powodów, dla których owi panowie mogli zginąć jest mnóstwo. Osób, które mogłyby chcieć ich śmierci – równie wiele. Jak spośród tylu podejrzanych wytypować sprawcę? Zadanie to przypadnie policji i jednemu sprytnemu dziennikarzowi – Kornelowi Rączemu. Pan Kornel, oprócz rozwiązywania zagadki morderstwa, ma też do wyjaśnienia kilka spraw rodzinnych. Czy uda mu się pogodzić te dwie sprawy? Czy znajdzie zabójcę?

Muszę przyznać, że mam dość mieszane uczucia, co do książki. Jest dość cienka, a jej pierwsza połowa to skomplikowane zawiązywanie akcji. Poznajemy mnóstwo postaci wraz z ich otoczeniem, każda z nich ma mieć znaczenie w śledztwie. Początkowo dość trudno się w nich połapać. Kiedy w połowie książki akcja w końcu rusza z miejsca, robi się bardzo ciekawie. Wydarzenia pędzą, aż do rozczarowującego zakończenia. Wygląda to tak, jakby autor nie miał pomysłu na wybrnięcie ze swojej własnej intrygi. Do tego zmiana podejrzanego przeprowadzona jest dość hmm.. topornie. Taka ilość rozpoczętych wątków i postaci byłaby lepsza przy dłuższym tekście. Rozumiem, że Janusz Mika chciał zbudować swoją powieść na wzór limeryka, jednak ten zabieg również do mnie nie trafił. Trudno mi również zrozumieć tak ogromną niechęć do komunistów, jaką w „Limerykach..” prezentują stosunkowo młodzi bohaterowie. Samo zakończenie jest nieprawdopodobne i wydumane.

Teraz plusy – bardzo podobał mi się język, jakim napisane są „Limeryki zbrodni„. Myślę, że tę powieść warto przeczytać nawet dla tego języka. To wielka odmiana po zalewie kiepskich pod tym względem książek. Bohaterowie mówią w ładny sposób i trzeba też przyznać, że wszyscy słuchają również dobrej muzyki. W tekście czuje się ogromną miłość autora do krakowskiej Krowodrzy. Podoba mi się sposób, w jaki autor nakreślił tę dzielnicę. I to wszystko razem tworzy bardzo estetyczną i sympatyczną całość.

Czy warto czytać „Limeryki zbrodni”? Myślę, że to świetna powieść na plażę i do pociągu. Lektura jest lekka i przyjemna, momentami zabawna. Nie widzę tu jednak zapowiadanego na okładce intelektualnego wyzwania. Jeśli jednak oczekujemy kryminalnej rozrywki – to jest to odpowiedni wybór.

Małgosia Maćkowiak

Janusz Mika, Limeryki zbrodni, Wydawnictwo Helion, 2013

5 komentarzy Zbrodnia z poezją w tle

  • Bartosz

    Cześć. Przeczytałem „Limeryki zbrodni” i recenzję p. Małgosi.
    Nie wchodzę w dywagacje literackie, ale zdziwienie niechęcią
    do komunistów ze strony 45- czy 50-latków jest czymś naturalnym.
    O ile wrogiem numer 1 dla pokolenia ich rodziców byli Niemcy,
    a dopiero potem sowieci, to urodzeni w latach 60. doświadczyli zderzenia
    z reżimem jaruzela mając kilkanaście lat.
    Jeśli ktoś nie siedział w domu i nie pierdział w poduszkę, lecz zachowywał się przyzwoicie (tzn. roznosił ulotki, uczestniczył w demonstracjach i małej konspirze) niechęć musiała w nim pozostać.
    Ciekawe ile lat ma p. Małgosia, skoro nie rozumie tak prostych spraw.

  • Małgosia

    O ile to istotna wiadomość, to pani Małgosia ma podwójną osiemnastkę ;) Ani ja, ani żadna ze znanych mi osób nie jest tak zafiksowana na niechęci do komunistów. Ważniejsze jakim teraz się jest człowiekiem, a nie kim się było 30 lat temu. Ludzie się zmieniają.
    W „Limerykach..” niechęć jest tak świeża, że każe podejrzewać, że szkic książki odleżał w szufladzie ostatnie 20-30 lat.
    Pozdrawiam

    • Bartosz

      No to już totalna bzdura. Gdyby szkic leżał w szufladzie od 20-30 lat, konkluzje byłyby zgoła inne. :) Nie wiem, byłaby to forma jakiejś antycypacji albo wizjonerstwa.
      Książka sprawia wrażenie napisanej niedawno, o czym świadczy współczesne tło zdarzeń (ewidentnie XXI-wieczne).
      To, że ktoś nie lubi hitlerowców, nie znaczy, że musi mieć 70-80- lat,
      a reżim komunistyczny to przecież właściwie to samo…
      Oczywiście, sprawa niechęci czy nienawiści do totalitarnych ustrojów
      to kwestia wychowania, światopoglądu, jednym słowem stricte indywidualna sprawa. Dlatego uważam, że bohaterowie „Limeryków” (jak sądzę urodzeni w latach 60. ub. stulecia) mają pełne „prawo literackie” do zdecydowanego poglądu na temat sowietów, Jaruzelskiego, ZOMO itd.
      W tamtych czasach jedni starali się przeciwstawić reżimowi, inni jeździli do Wiednia na Mexico Platz, żeby handlować gorzałą i papierosami…

      • Małgosia

        No podejrzewałam, ze pojawią się sugestie, co do przeszłość mojego otoczenia. Zapewniam Pana, że to błędny trop:)
        Ale rozumiem pańskie argumenty. Wiem, że są osoby, które rzucają tortami w sędziów. To osoby, które zamiast zająć się swoim życiem potrzebują jak powietrza wrogów, nienawiści, sporów.
        I tak jak wśród hitlerowców zdarzali się porządni ludzie, tak byli i komuniści ideowcy. Mało tego – wierzę, ze przez 30 lat myślący człowiek jest w stanie wyciągnać wnioski, zmienić się, czy żałować błędów. Nie jestem w stanie skreślić go z góry – tylko dlatego, ze tkwi w jakieś historycznej szufladce.

  • Bartosz

    Mam wrażenie, że zupełnie niepotrzebnie odeszliśmy od początkowego
    meritum elektronicznego dialogu.
    Zwróciłem tylko uwagę, że dla pokolenia, które w stanie wojennym miało 17 czy 19 lat, a więc było w najbardziej buntowniczym wieku, nie jest obojętne czy Kiszczak, Jaruzelski czy inny Ciastoń mają gigantyczne emerytury, czy też zostali sprawiedliwie osądzeni, a niechęć do czerwonych została już na zawsze. Owszem, gdyby transformacja potoczyła
    się inaczej, można by to i owo zapomnieć, ale tak się nie stało.
    Jeśli Pani odniosła wrażenie, że Ją personalnie atakuję, to przepraszam :)Nic bardziej błędnego.
    Daleko mi do radykalnych postaw, ale przeżyłem świadomie kilka istotnych dla Polski momentów i permanentne potępienie b. ustroju uważam za zupełnie naturalne.
    Myślę też, że świadectwo tamtych czasów nie byłoby pełne bez konkluzji zawartych w „Limerykach zbrodni”. Bunt miał wiele twarzy, także konkretna twarz polityczną. Na koncertach „Perfectu” wykrzykiwano „Chcemy bić ZOMO”, podnoszono dłoń w geście V podczas demonstracji,
    kolportowano ulotki itp.
    Żadna tam martyrologia, ale nie udawajmy, że tego nie było. Nota bene autor opisuje tamte wydarzenia w sposób humorystyczny, z dystansem, nie nachalnie. W innym wypadku w ogóle nie zabierałbym głosu w tej sprawie.

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>