Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Marzec 2019 r.

Marzec 2019 r.

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Zrobicie, jak chcecie

Dawno nic takiego mnie nie spotkało – usiadłam na tapczanie, otuliłam się kocykiem, wzięłam „Trzy koperty” do ręki i pomyślawszy, że pewnie zaraz zasnę, zaczęłam czytać i… świat przestał istnieć! Ostatni raz dałam się tak pochłonąć przez „Przeminęło z wiatrem” w 1985 roku, gdy wieczorne czytanie zamieniło się w nocne, a skończyło o 4 nad ranem. Tym razem to Nir Hezroni sprawił, że działania agenta 10483 nie pozwoliły mi oderwać wzroku od żadnej ze stron, a jakiś głos z głębi umysłu przestrzegał cichym szeptem przed przerwą na toaletę, bo przecież w międzyczasie ktoś może zginąć…

Jak to autor zrobił? Nie mam pojęcia. To znaczy, oczywiście że mam, ale nie chciałabym zdradzić za wiele ani zanudzić analizą utworu. Powiem tylko, że absolutnie nie daje się odczuć, iż „Trzy koperty” są debiutem pisarskim – wręcz przeciwnie, nie można oprzeć się wrażeniu, że czytamy prozę dobrze znanego nam już twórcy, że to kolejna jego pozycja, z którą mamy niewątpliwą przyjemność obcować. A na końcu czeka nas zaskoczenie albo raczej – rozczarowanie. Tak, książka się kończy niespodziewanie po dwóch godzinach lektury (260 stron tekstu), a ja… wściekłam się na autora, że zostawił mnie z kompozycją otwartą. Jak mógł mi to zrobić? Jak? Dlaczego? Do tego stopnia wyprowadził mnie z równowagi, że aż napisałam do Hezroniego. I co? Dowiedziałam się, że kontynuacja losów 10483 już jest w polskich księgarniach! Myślałam, że nie zasnę…

Fabuła poprowadzona jest dwutorowo – oprócz perspektywy narratora wszechwiedzącego otrzymujemy dziennik-zeszyt agenta prowadzony przez całe lata, podczas których bohater dojrzewa i staje się świetnie wyszkoloną maszyną do zabijania. I co uczyniłam? Nie wiem, czy mogę ten sposób czytania polecić (i tak zrobicie, jak chcecie), ale po kilkunastu stronach zdecydowałam się na eksperyment – najpierw, kartkując całą powieść, przeczytałam zapiski 10483, a potem wróciłam do właściwej narracji. I nie żałuję, tym bardziej, że naprawdę nie mogłam się oprzeć absorbującemu całą moją uwagę umysłowi psychopatycznego mordercy. I przestraszyłam się sama siebie, gdyż w pewnym momencie zaczęłam mu współczuć z bliżej niewyjaśnionego powodu… Jakoś taki bliski mi się stał. No cóż, jakkolwiek to nie zabrzmi, polubiłam agenta 10483, psychopatycznego mordercę z zespołem Aspergera…

„Trzy koperty” są moim odkryciem czytelniczym z samego początku roku. Oby tak cały 2019, co książka, to rewelacja… życzyłabym sobie i wszystkim lubiącym niesztampową sensację, zagadkową fabułę, mroczne tajemnice, trochę horroru i fantastyki naukowej. Wszystko to znajdziecie w powieści Nira Hezroniego, który gatunek izraelskiego noir wyniósł na mistrzowskie wyżyny. I tak jak nie mogę się doczekać „Ostatnich instrukcji”, kontynuacji powieści, tak też nie będę mogła spać, dopóki nie skończę oglądać jej ekranizacji, która jest w trakcie produkcji. A teraz wstanę i pójdę do kuchni, otworzę lodówkę i zmierzę miarką wszystkie płyny… powtórzę to jutro rano. Tak na wszelki wypadek. Wiecie, zawsze ktoś obcy może dolać trucizny, kiedy będę spała…

Mirka Chojnacka

Nir Hezroni „Trzy koperty”, przekład: Leszek Kwiatkowski, Wydawnictwo Media Rodzina, 2018
seria: Gorzka czekolada

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>