Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Trwanie codzienności

Niedawna śmierć Jolanty, córki Ireny, wnuczki Bronisławy “zobowiązała” mnie do sięgnięcia w końcu po odkładaną od lat lekturę jej najważniejszej książki. A przecież, ta wydana już 30 lat temu pozycja, to dla niektórych najważniejszy polski esej! A na pewno najbardziej niezwykły. Nie tyle bowiem esej o wężej lub szerzej rozumianej kulturze, ile o bycie. I o codzienności. To zresztą dla Autorki znaczy to samo, bo nasza powszedniość to przede wszystkim trwanie w samej istocie Rzeczywistości, która zawsze jest tu i teraz, nigdy gdzie indziej. /więcej/

O godności i nie tylko

Wzruszyłam się. Serio. Powrót do książki, którą przeczytałam czterdzieści pięć lat temu, spowodował lawinę wspomnień. Pamiętam dokładnie wyprawę do gminnego domu kultury podczas wakacji, kiedy pani bibliotekarka, wręczając mi „Małą księżniczkę”, zaznaczyła, że tej lektury nigdy nie zapomnę. I nie zapomniałam, a teraz, odkrywszy ją na nowo, mogę spokojnie się nawzruszać do woli. Mało tego, okładka i ilustracje akurat w wydaniu MG wydają się być najbardziej ze wszystkich pasujące do moich dziecięcych wyobrażeń i zachwycają kunsztem Reginalda Bathursta Bircha. No i jeszcze to tłumaczenie! Moje tłumaczenie! /więcej/

W którą stronę?

Ten zbiór publikowanych wcześniej na łamach “Tygodnika Powszechnego” i na jego stronie internetowej artykułów uzmysławia nam, zapewne nie pierwszy raz, że wciąż źle się dzieje w państwie ludzkim. Jagielski zabiera nas w podróż po dwóch kontynentach: Azji i Afryce, zatrzymując się w miejscach dobrze nam znanych z relacji medialnych, ale patrząc na nie zazwyczaj oczami zwykłych ludzi, którzy czy to wskutek politycznych okoliczności, czy swoich – wydawałoby się – błahych decyzji (nazwanie syna imieniem prezydenta USA) spotykają się z ostracyzmem lub represjami.
Wyjątkowo przygnębiające wrażenie robią reportaże z Czarnego Lądu, gdzie praktycznie w co drugim kraju normą są trwające dekady wojny o władzę, skutkujące śmiercią milionów ludzi i totalną destrukcją kraju. /więcej/

Przez życie jak skaut

Ta książka jest nie lada gratką dla wszystkich, którzy kochają historię i reportaż historyczny. Jest pięknym, zarówno pod względem edytorskim jak i literackim, zapisem dokonań naszego rodaka – druha Jerzego Jelińskiego. Bo choć w podróż samochodem Ford dookoła świata w roku 1926 wyruszyło 4 polskich skautów, to jednak tylko Jerzy Jeliński tę trasę ukończył. Dotrzymał słowa danego Marszałkowi Piłsudskiemu – opasał Biało-Czerwoną kulę ziemską!
Chyba nie było lepszej reklamy (mówiąc językiem współczesnym) dla Polski i Polaków, tym bardziej, że biorąc pod uwagę stan ówczesnej motoryzacji, która była w powijakach, ogrom przeszkód technicznych (w Ameryce trzeba było zbierać pieniądze na nowy samochód Buick), logistycznych, finansowych i kulturowych, zadanie wydawać by się mogło nie do zrealizowania. /więcej/

Lucy In The Sky With Diamonds

Zacznę od razu prosto z mostu – jeśli macie depresję, nie sięgajcie po tę powieść. Jeśli z niej wyszliście i jesteście na tyle silni, by dać się wciągnąć w zawiłe losy Lucy Snowe – zapraszam. A jeśli chcecie przeczytać piękną, psychologiczno-obyczajową powieść – niech was nie przestraszy jej objętość, warto zobaczyć świat widziany oczami introwertycznej i wrażliwej bohaterki, przyjrzeć się otaczającym ją ludziom i poczuć klimat Anglii czy Francji z połowy XIX wieku.

Madame Beck znowu przeglądała moje rzeczy. Lubię ją obserwować, a zwłaszcza sprawność, jaką posiadła w przeszukiwaniu pokoju – każdy, najdrobniejszy nawet przedmiot za sekundę znajdzie się dokładnie w tym samym miejscu. Co spodziewa się znaleźć? Pewnie bilecik od doktora Johna. Szkoda, że przyczynię się do jej niewątpliwego rozczarowania. Przecież jeszcze nigdy nie dostałam romantycznej wiadomości od mężczyzny i być może nigdy nie dostanę. Nie zależy mi zresztą na tym. /więcej/

Zatrzymajmy się….

Może zbyt często szukamy SZCZĘŚCIA zamiast SENSU ŻYCIA? Bliskość z naturą. W niej możesz znaleźć ukojenie dowodzi Markus Torgeby w książce „Pod gołym niebem” i dzieli się historią swojego życia, które mocno związał z przyrodą. Może lektura przyniesie Wam jakąś wskazówkę, inspirację?

Młody Markus w życiu nie miał lekko. Przez wiele lat opiekował się chorą na stwardnienie rozsiane matką. Gdy odkrył bieganie, poczuł się wolny i szczęśliwy. Niestety kontuzja zabrała mu radość i przekreśliła życiowe plany związane ze sportem… Jego świat legł w gruzach.
A potem odkrył, że bliski kontakt z naturą ma na niego dobry wpływ. /więcej/

Nie ma zbrodni bez kary

Powieść Bednarskiej wciągnęła mnie dla jednej postaci – Amy. O, może jeszcze dla drugiej – Rebeki (czyli w sumie dla kobiet, ale o nich później). I nie dlatego, że nie lubię dreszczowców psychologicznych, horrorów, historii opartych na faktach czy co tam jeszcze namieszała autorka, ale tylko ta dziewczyna i ta kobieta trzymają całość do kupy. Oj, nie, wróć, jeszcze krajobrazy pokatrinowskie. Dla tych opisów warto wziąć tę książkę do ręki i przyjrzeć się z bliska, o ile gotowi jesteście na bardzo mocny przekaz.

Z kolei galeria pozostałych postaci jest dość typowa, a czarny charakter wykreowany został, jakby tu delikatnie powiedzieć… sztucznie. Nie wiem, ale ja po prostu kurczę nie lubię, kiedy traktuje się mnie jak (uzupełnić) i od samego początku daje tyle wskazówek, że nie ma siły, żebym się nie domyśliła, co sobą prezentuje Hubert. A wielka szkoda, bo właśnie ten bohater uniósłby tę powieść i stał się nową gwiazdą wśród negatywnych postaci pokroju Normana Batesa („Psychoza”) czy Kevina Spaceya (John Doe w „Siedem”). Zupełnie tak, jakby autorka nie mogła się zdecydować, na co położyć największy nacisk – duchy zmarłych, traumę po Katrinie czy zagadkę. Powiem wprost – suspensu tu nie znajdziecie, trzymać w napięciu też nie będzie (poza jednym momentem), ale zostawi was z piętnem. Oczywiście Katriny.
/więcej/

Matka jest tylko jedna

Jakoś tak nie mogłam się powstrzymać od zacytowania puenty jednego ze starych i lubianych żartów w tytule recenzji, gdyż zaiste niesie ze sobą drugie dno i uniwersalne przesłanie. Zupełnie jak wiekopomne dzieło Maksyma Gorkiego, niesłusznie kojarzone tylko i wyłącznie z czasami socrealizmu i głoszonych w nowomowie komunistycznej haseł. Nic bardziej krzywdzącego nie może spotkać autora niż zaklasyfikowanie do jednego, konkretnego nurtu i nadanie etykiety naczelnego piewcy Kraju Rad. A przecież matka jest tylko jedna i Maksym Gorki dobrze o tym wiedział.

Usiłowałam sobie przypomnieć, czy za moich szkolnych czasów powieść ta była lekturą obowiązkową, ale chyba już nie, choć na pewno ją wtedy przeczytałam. Dziwnie się czułam, po latach wracając do książki o tym, jak cudnie i pięknie będzie się żyć, kiedy socjalizm zwycięży. /więcej/