Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

NAJWAŻNIEJSZE KSIĄŻKI Marka Stelara

Znam ludzi, którzy nie pamiętają z dzieciństwa niemal niczego. Odcięci od tamtych chwil skupiają się na tym co tu i teraz. Żal mi ich, choć oni nie traktują tego w ten sposób; dla nich tamten okres to zbędny bagaż, z którego zabrali jedynie to, co konieczne do funkcjonowania w życiu dorosłym. Ja pamiętam z dzieciństwa wiele rzeczy. Pamiętam je obrazami i słowami. Wiem, że niektóre są zbędne, ale pielęgnuję je, choć nie w formie żalu za czymś utraconym, a dlatego, że są nieodłączną częścią mnie samego, żyjącego tu i teraz. W tym samym miejscu i czasie co ci nie pamiętający, ale bez tych moich obrazów i słów z przeszłości nie byłbym tym, kim jestem. Ogromna część tych wspomnień to książki. Oczywistością jest, że to właśnie one kształtują naszą osobowość, samo mówienie o tym jest jak przekonywanie, że niebo jest błękitne. Pamiętam mnóstwo książek. Najlepiej te, o których zaraz opowiem. Pamiętam nawet okoliczności, w jakich je czytałem, te najlepsze fragmenty: tak mocno zapisały się w mojej głowie. Pamiętam, czy były wakacje, jaka była pogoda, gdzie to czytałem…

Nigdy nie ukrywałem, że wyrosłem z popkultury i że to właśnie w niej tkwię korzeniami, również pisarskimi. W czasach mojego dzieciństwa tego terminu się nie używało, ponadto jestem przekonany, że pozycje, które dziś moglibyśmy do tego nurtu zaliczyć, stały na o to błękitne niebo wyższym poziomie niż dzisiejsze. Dzieciństwo to czas nauki o wartościach uniwersalnych. W tamtych szczęśliwych czasach również istniał podział na „tych” i „tamtych”, jak zawsze, i choć barwy, flagi i obozy ciągle ulegają zmianie, „ci” i „tamci” wciąż funkcjonują zacietrzewieni w swym globalnym konflikcie, w nieustającej walce o własne interesy. A ja byłem z boku. „Niezwykłe perypetie odkryć i wynalazków” J.J. Herlingera uświadamiały mi potęgę ludzkiego umysłu, uczyły kreatywności i pomagały zrozumieć świat. Choć nigdy nie pasjonowałem się motoryzacją tak mocno jak moi koledzy, niezwykłą opowieść Witolda Rychtera „Moje dwa i cztery kółka” zaczytałem na śmierć, razem z autorem śledząc koleje światowej i polskiej motoryzacji od zarania jej dziejów. Do tych dwóch pozycji wracałem wielokrotnie i zawsze z przyjemnością. Chciałbym, żeby moje dzieci też je kiedyś przeczytały. „Kaktusy z Zielonej ulicy” Wiktora Zawady, cała trylogia, pozwoliła spojrzeć na temat wojny z nieco innej perspektywy, może nawet bardziej przerażającej, bo oczami dziecka. W latach osiemdziesiątych nasi dziadkowie mieli się świetnie, a pamięć o drugiej wojnie światowej wciąż była żywa. My byliśmy z nich dumni, też chcieliśmy dokonywać bohaterskich czynów, tymczasem okazało się, że nasze wyobrażenia nijak mają się do rzeczywistości, a wojna nie omija nawet dzieci. Historia „Kaktusów” zasiała we mnie ziarno pacyfizmu, który kiełkował i w swej naiwności tkwi tam niezmiennie do dziś. Choć nie uchylałem się od służby wojskowej, zawsze wszystkiemu z tym związanemu towarzyszył zdrowy dystans i to chyba właśnie dzięki „Kaktusom”.

Teraz będzie trochę lżej. Bahdaj, Nienacki, Niziurski. Moja wielka trójca. To godziny spędzone w domu zamiast na podwórku. Podziw dla wyobraźni autorów, wreszcie chęć, żeby stworzyć coś podobnego. Mam ogromny sentyment do tamtych historii czytanych z wypiekami na twarzy. To był kawał dobrej literatury młodzieżowej i cieszę się, że wielu ludzi mojego pokolenia wciąż te książki pamięta i traktuje je tak jak ja – jako część swojego życia.
Z wiekiem rosła we mnie oczywiście nieznośna świadomość faktu, że każda dziedzina życia skażona jest jakąś ideologią, która odbiera jej świeżość i ją po prostu wypacza. Odkrywałem konotacje, których do tej pory nie dostrzegałem, i w Kaktusach” i w „Panu Samochodziku”, zaczynałem oddzielać ziarna od plew, ale mimo to wciąż stałem z boku jako obserwator i zawsze, w każdej książce chciałem dostrzec coś. Coś, co pozwoli mi lepiej żyć. Albo chociaż sprawi przyjemność. To też jest bardzo ważne.

Marek Stelar (właśc. Maciej Biernawski) – rocznik 1976, z wykształcenia architekt, z zawodu urzędnik, z pasji modelarz architektoniczny wspomagający kolegów po fachu. Miłośnik muzyki rockowej i elektronicznej, kryminału i szeroko pojętej grozy w wydaniu literackim i filmowym. Rozdarty wewnętrznie konfliktem między przygnębiającym uczuciem zaniku wiary w ludzkość, a desperacką nadzieją na istnienie jednostek moralnie doskonałych. „Szczeciner” silnie związany z przygranicznym regionem północno-zachodniego skraju Polski, zwłaszcza Puszczy Wkrzańskiej, Zalewu Szczecińskiego i pobrzeża Bałtyku po obu stronach granicy.
Debiutował w 2015 roku powieścią „Rykoszet”, w tym samym roku ukazał się „Twardy zawodnik”, a w 2016 „Cień” – trylogia kryminalna wydana przez Videograf. Kolejna seria kryminalna to wydana nakładem wydawnictwa Filia trylogia o inspektorze Suderze („Niepamięć”, „Niewiadoma” i „Nietykalny”). Później ukazał się jeszcze „Blask”, obecnie planowana jest seria „kontrwywiadowcza”, której pierwsza część: „Intruz” ukazała się kilka dni temu.

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>